Uniwersytet Warszawski
STRONA GŁÓWNA ZAMÓWIENIA PUBLICZNE POCZTA WYCIECZKA MAPA SPIS PRACOWNIKÓW ENGLISH VERSION SZUKAJ
REKRUTACJA O UNIWERSYTECIE OSIĄGNIĘCIA WYDARZENIA OGŁOSZENIA DLA KANDYDATÓW DLA STUDENTÓW DLA ABSOLWENTÓW STUDIA PODYPLOMOWE STUDIA DOKTORANCKIE DLA PRACOWNIKÓW PRACA NA UW DLA PRASY
jakosc UNICA
UNIWERSYTET OTWARTY BIBLIOTEKA UNIWERSYTECKA KULTURA.UW RADIO KAMPUS AKADEMICKA TELEWIZJA NAUKOWA (ATVN) WYDAWNICTWA UW KSIĘGARNIA LIBER UNIWERSYTECKI OŚRODEK TRANSFERU TECHNOLOGII CENTRUM SPORTU I REKREACJI UW INTERNET PUBLIKACJE PISMO UCZELNI
[Drukuj]
Nowy rozdział w WUW

Artur Lompart

rozmowa z dyrektorem Wydawnictw UW, Michałem Szewielowem

- Panie Dyrektorze, jest Pan nowym dyrektorem Wydawnictw Uniwersytetu War szawskiego (WUW), człowiekiem znanym w świecie wydawniczym, wieloletnim dyrektorem w Wydawnictwie Naukowym PWN. Przeszedł Pan wszystkie szczeble kariery zawodowej. Czy porównywał Pan obie "firmy"?
- Oczywiście. Trudno uniknąć porównań. Naturalnie ważny jest sposób, w jaki się z po równań korzysta. W moim przypadku analiza przeszłości to baza - służy wyciąganiu wniosków dla lepszego opracowania strategii przyszłego rozwoju Wydawnictw...
- Źle się chyba działo w Wydawnictwach, skoro dwa lata temu wydały tylko 46 pozycji książkowych, a w ubiegłym jeszcze mniej...
- Spadek liczby tytułów następował od wielu lat. Oceniam, że było to związane z pewną inercją wydawnictwa, stosowaniem modelu działań, który w dzisiejszym świecie wydawniczym występuje już dość rzadko. Ten model charakteryzuje przewaga działań redakcyjnych nad marketingowymi i pozostawienie z boku spraw finansowych. Etap prac redakcyjnych był nadmiernie wydłużany, dbano o jakość pracy redakcji, o jak najlepsze spełnianie woli autorów - niezależnie od kosztów. Nie szukano odpowiedzi na pytania, które są podstawowe dla sukcesu rynkowego wydawcy. Dla kogo jest ten tytuł? Czy to się sprzeda? Kogo ta publikacja interesuje - oczywiście poza autorami - i komu ją oferować? Jakie działania wydawnicze trzeba podjąć, aby minimalizować koszt i - zachowując jakość - zaistnieć na rynku i osiągnąć jak najlepszy efekt finansowy? Jak działać, żeby publikacja dotarła do czytelnika? Małe tempo pracy i niespełnione "komercyjne" oczekiwania autorów spowodowały, że na wielu wydziałach stracono cierpliwość i rozpoczęto własne działania wydawnicze. W rezultacie pojawiło się wiele ścieżek wydawniczych, które chciałbym skierować z powrotem na główny gościniec.
- Czy można ten upadek zahamować?
- Nie tylko zahamować - zamierzam nawet uruchomić trend odwrotny. Moim zdaniem możliwe jest znaczne zwiększenie liczby wydawanych publikacji. Zakładam, że WUW - wydawnictwo największej uczelni w Polsce - zwiększy w ciągu dwóch lat liczbę wydawanych tytułów o pięćset, sześćset procent. Na czym opieram to założenie? W ostatnich latach publikacje WUW prezentują wąski krąg tematyczny, głównie z nauk humanistycznych. Chciałbym przekonać przedstawicieli wielu dziedzin nauki, że Wydawnictwo ma potencjał, ma możliwości, ma umiejętność wydawania książek, gwarantuje jakość i terminowość i że bardziej opłaca się wydawać u nas, niż gdzie indziej. Musimy stać się konkurencyjni...
- A jeśli przełożyć to na język konkretów...
- Proszę bardzo... Kadra naukowa Uniwersyte tu to ponad 2 700 osób. Chciałbym doprowadzić do tego, żeby w ciągu dwóch lat Wydawnictwa wydawały rocznie około 120-130 tytułów książkowych i 20-30 numerów tytułów czasopism. To jest absolutnie możliwe - 2 700 potencjalnych autorów może się doskonale przełożyć na co najmniej 100-120 książek rocznie. Wierzę, że tak się stanie także dlatego, że biorę pod uwagę nie tylko kadrę naukową Uniwersytetu, ale potencjał ukryty np. w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie, czy w innych miejscach, gdzie książki i tematy drzemią i czekają na to, aby je wydać. W grę wchodzą także autorzy spoza Uniwersytetu - jeśli ich książki są naprawdę ciekawe i potrzebne...
Jeśli chodzi o jakość - współpracujemy z najlepszymi w Polsce redaktorami.
Wprowadzamy w tej chwili nowe zasady pracy, nowe procedury i inne rozwiązania, które powinny pozwolić na realizację prac wydawniczych w założonym czasie, co pozwala nam również po nowemu zadbać o zmniejszanie kosztów. Ale to jest proces, który musi trwać jakiś czas.
- Czy pojawiły się już jakieś nowe pomysły wydawnicze?
- Cały czas pojawiają się ciekawe oferty, o różnym stopniu trudności. Ostatnio np. pojawiła się bardzo ciekawa inicjatywa, którą niebawem uruchomimy z Gabinetem Rycin BUW. To może stać się dużym wydarzeniem - jest to rzecz, która czekała równo 150 lat na to, aby zostać wydana. Ale w chwili obecnej nie chciałbym zdradzać szczegółów.
- Jak prawdziwy marketingowiec woli Pan podgrzać atmosferę?
- (śmiech) trochę tak...
- Wróćmy do Wydawnictw i ich kontaktów z pracownikami UW - czy Pana plany oznaczają, że Wydawnictwo zajmie się autorem i jego pracą od początku do końca?
- Można tak powiedzieć. Chcemy pokazać, że autor pracy może ją wydać u nas przy rozsądnych kosztach, my zaś odpowiadać będziemy za profesjonalne przygotowanie pracy, produkcję, sprzedaż i promocję. Tak jak to się robi w profesjonalnych wydawnictwach. Wydawnictwa muszą przy tym co najmniej nie być deficytowe, a nawet przynosić Uniwersytetowi dochód. Uważam, że mamy wyraźną misję do wypełnienia, która zawiera kilka elementów. Pierwszy: wspomóc kadrę naukową Uniwersytetu w prezentacji swoich osiągnięć naukowych, wspomóc rozwój karier naukowych, umożliwić autorowi dotarcie do odbiorców - do kolegów-naukowców, do studentów, do wszystkich innych zainteresowanych prezentowaną tematyką. Drugi: zapewnić studentom wsparcie w nauce, oferując potrzebne podręczniki i materiały dydaktyczne, wspierać ogólnouniwersytecką misję przekazywania wiedzy. Powinniśmy także pomóc popularyzować wiedzę. Wydawnictwa są powołane do wydawania książek, które przysłużą się rozwojowi studenta - autorów polskich, ale również autorów z innych uni wersytetów, także zagranicznych.
- Jak wypełnić tę misję?
- Sposoby są różne, chcemy wykorzystać wszystkie. Musimy nadążyć za nowoczesnością i zmienić myślenie o publikowaniu wiedzy. Pojawiły się komputery, pojawił się Internet. Nowe technologie umożliwiają różne sposoby dostarczania wiedzy do odbiorcy. O co chodzi? Działania wydawnictwa nie sprowadzają się tylko do drukowania i wydawania tekstów na papierze. W gruncie rzeczy zadaniem wydawnictwa jest profesjonalne przygotowanie zawartości (ang. content) książki, a potem dostarczenie odbiorcy przygotowanej treści w sposób, w jaki odbiorca oczekuje, że będzie mu dostarczona. Jeżeli ktoś chce otrzymać publikację w formie papierowej - dostarczamy..., jeżeli ktoś chce ją
uzyskać w formie krążka CD - dostarczamy..., jeżeli ktoś chce to jako prezentację internetową, - czemu nie.... Jeżeli ktoś chce "obudować internetowo" książkę (wydaną na papierze lub wydaną jako publikacja elektroniczna), tzn. chce dołączyć do tekstu podstawowego wykłady, ćwiczenia, czy materiały poglądowe (np. ilustracje, mapy, tabele, wykresy, statystyki) to jesteśmy w stanie mu to dostarczyć. Mały przykład: wydajemy książkę o astronomii. Aż się prosi, aby dodatkiem do książki był zestaw zdjęć umieszczony na odpowiedniej stronie internetowej. Ten zestaw można wciąż odświeżać, aktualizować, modyfikować. Może być wykorzystywany do prezentacji w czasie wykładu, może służyć jako materiał do ćwiczeń... Elektroniczne strony z ćwiczeniami, testami, itp., też mogą towarzyszyć książce. Jest oczywiście wiele innych pomysłów... My po prostu pytamy użytkowników - jaki produkt chcecie otrzymać? I taki produkt - mówię produkt, bo to już coś więcej niż książka - dostarczamy.
- A co z tematyką książek? Dotychczasdominowały tytuły związane z naukami humanistycznymi i społecznymi...
- Chcemy służyć całemu Uniwersytetowi. Nie boimy się wydawać książek przyrodniczych, fizyczno-matematyczno-chemicznych. Nie chcemy zostać przy samej humanistyce, traktujemy to jako nieuzasadnioną zaszłość.Chcemy otwierać nowe możliwości wydawania publikacji, zapraszając do współpracy,pokazując - mam nadzieję w niedługim czasie na przykładach - że jesteśmy w staniezrobić coś wartościowego. Moją ambicją jest abyśmy jak najszybciej stali się najlepszym wydawnictwem uczelnianym w Polsce. Potem powalczymy na ogólnopolskim rynku wydawniczym, a potem... czemu nie mielibyśmy konkurować z najlepszymi na świecie. Sądzę,że najlepszy polski Uniwersytet ma taki potencjał. Musimy go tylko wykorzystać i już.
- Ale czy to nie pochłonie olbrzymich środków, których jak mniemam - Wydawnictwa nie posiadają?
- Sprawy finansowe są oczywiście problemem, ale skok do przodu nie musi oznaczać olbrzymich nakładów. Jak zauważyłem Uniwersytet dysponuje wielkim potencjałem nowoczesności, który się kryje w infrastrukturze uniwersyteckiej i w tym, co uniwersytet robi. Jeżeli najszybszy, największy komputer w Polsce może być właśnie na UniwersytecieWarszawskim, jeżeli mamy taką bibliotekę jak BUW, to powinniśmy z tego korzystać. Widzę wiele takich synergii, związków wspierających się wzajemnie. Jeżeli uda się je wykorzystać, to budowa silnego wydawnictwa powinna być o wiele łatwiejsza...
- Potrzebni są także ludzie... odpowiedni specjaliści...
- To prawda. Obecnie WUW jest w fazie reorganizacji. Musimy przenieść na zewnątrz część pracy, której w nowoczesnym wydawnictwie nikt już na etacie nie wykonuje. Jednocześnie tworzymy nowe stanowiska - np.w zakresie sprzedaży, marketingu, informatyki. Spodziewam się, że dołączą do naszegozespołu ludzie dynamiczni - młodzi i ci bardziej doświadczeni - którzy wesprą te zmiany.
- Co Pana zdaniem przyczyniło się do tego, że wygrał Pan konkurs na Dyrektora WUW? Doświadczenie?
- Myślę, że to było kilka elementów. Przede wszystkim wierzę, że człowiek jest taki, jakim się czuje. Ja mam tak naprawdę 51 lat, ale czuję się jak osiemnastolatek. Czuję w sobie potencjał i równocześnie udało mi się zgromadzić wiedzę. Jeżeli tylko dostatecznie potrafię zakomunikować to otoczeniu, moim współpracownikom - to powinno być dobrze. Mam wrażenie, że w konkursie udało mi się zakomunikować komisji konkursowej, że mam pomysł, opracowany, logicznie przedstawiony. Częścią konkursu była prezentacja analizy aktualnej sytuacji Wydawnictwa i pomysłu na zmiany. Korzystając z ogólnie dostępnych informacji przedstawiłem kilka tez - poniekąd na ślepo, nie wiedząc czy dobrze je definiuję. Okazało się, że moja wiedza i doświadczenie zaprocentowały, że dobrze opisałem sytuację i zaproponowałem rozwiązania akceptowane przez komisję konkursową. Proponuję rodzaj "ucieczki do przodu" - przezwyciężenie trudności nie przez ograniczanie działań i wąsko rozumiane obniżanie kosztów (chociaż oczywiście koszty zawsze trzeba ciąć), ale przez wykorzystanie potencjału, rozwój działalności i zwiększanie liczby tytułów na półce. Wydaje mi się, że moje strategiczne przesłanie wpisało się w misję Uniwersytetu, że wychodzi naprzeciw oczekiwaniom tych, którzy "Uniwersytet nasz widzą ogromny"... Tylko tyle.
- A co my chcemy tak naprawdę oferowaći jak chcemy to zrobić?
- Jak już powiedziałem, musimy złapać dwie sroki za ogon. Pierwszą rzeczą jest umożliwienie kadrze uniwersyteckiej rozwoju naukowego i prezentację swojej wiedzy. To jest potrzebne dla rozwoju karier naukowych i służy Uniwersytetowi. Ten nurt nazwałbym wspieraniem naukowego życia Uniwersytetu. Tu nie trzeba dużych pieniędzy - właśnie jesteśmy w trakcie opracowywania pewnych standardów znacznie obniżających koszty. W tym nurcie autorzy nie mogą liczyć na bogate wynagrodzenia, trzeba też zaakceptować pewne ramy, pewną maksymalną objętość, standard wykonania. W tym nurcie mieszczą się np. prace habilitacyjne, monografie naukowe -prace trudne, specjalistyczne, dla których krągo dbiorców jest często ograniczony. Pomysł jest czytelny i powinien się udać.
Ale jest także drugi nurt. Są wśród kadry naukowej UW autorzy - popularyzatorzy, którzy szukają czytelnika, którzy chcą, aby ich książki dotarły do szerokiego kręgu odbiorców, Są też tematy czasem trudne, ale interesujące właściwie wszystkich - od prawa po nauki społeczne - które można przedstawić w sposób dostępny laikom a nawet w dowcipny. Są tacy autorzy, są takie tematy. Z tego może wyjść publikacja komercyjna, zarabiająca na siebie, na wydawnictwo, na Uniwersytet. Dlaczego może to zrobić PWN, dlaczego może to zrobić WSiP, dlaczego może to zrobić ktoś inny a nie Wydawnictwa UW? Możemy! My damy odpowiedni nakład, damy odpowiedni wystrój, poszukamy źródeł finansowania -np. dotacja, kredyt, inne finansowanie - a po sprzedaniu takiej pracy odzyskamy te pieniądze z nawiązką. Zarobione pieniądze pozwolą nam na wydanie kolejnych pozycji. Ale do tego potrzebne jest rozwinięcie działań marketingowych, aktywność sprzedaży, rozpoznanie rynku, konkurencji, stała analiza działalności własnej, czyli cała sfera marketingowa, która tu była nieobecna, a którą teraz tworzymy. To musi chwilę trwać. Jak to chcemy zrobić? Tu musi nastąpić dramatyczna zmiana. Do tej pory schemat działania Wydawnictwa był taki, że jedyną osobą szukającą tytułów, rozmawiającą o pomysłach wydawniczych był redaktor naczelny. To pilnie zmieniamy. Zatrudniamy Redaktora Naczelnego. Spodziewam się, że lada chwila będę miał wsparcie kogoś, kto skupi się na tej pracy i poprowadzi zespół redakcyjny. Bo musi być w Wydawnictwie cała grupa menedżerów od pozyskiwania książek i organizowania pracy wydawniczej. W przedstawionych przeze mnie władzom UW założeniach w Wydawnictwie w niedługim czasie powinno się pojawić około 5 takich redaktorów-menadżerów. A redaktorzy-edytorzy zmieniają profil i zakres działania. Współpracę z tymi, którzy przygotowują maszynopis, przenosimy na zewnątrz. Te zmiany pociągają za sobą, niestety, pewne zmiany kadrowe. I jeszcze jedno w ramach tego "jak". Proponuję pewien styl zarządzania, który można nazwać partnerskim. Wszyscy skupiamy się na wspólnych celach, struktura jest "płaska", są jasne procedury i obszary odpowiedzialności. Myślę, że taki styl będzie odpowiadał tym pracownikom, którzy chcą pokazać swoje możliwości. To też ważny element reformowania WUW.
- Czy Pana zdaniem ta bitwa o rynek nie jest już przypadkiem przegrana? My dopiero tworzymy marketing...
- Przyszedłem z PWN-u, wiem dobrze, jaka jest sytuacja w naszym sektorze rynku wydawniczego. Jest dobra dla tych, którzy mają inicjatywę. Istnieje w tej chwili wyraźna "wolna przestrzeń" w wydawaniu tego typu publikacji - książek naukowych i akademickich. Jest wiele do zrobienia. Po pierwsze są dziedziny, w których mamy bardzo wybitne osiągnięcia naukowe, ale są także dziedziny, w których liczba cytowań polskich autorów jest mała. Ale jest to tylko część prawdy, bo - po drugie -niewiele jest wydawnictw naprawdę zainteresowanych publikowaniem w naszym spektrum tematycznym. Jest też chyba w Polsce niewielu wydawców przekonanych, że tego typu publikacje mają olbrzymi potencjał i wielką przyszłość. Wszyscy śpieszą się do nowości, do "Harrego Pottera", do tzw. "szybkorotujących" książek; niewiele wydawców zdaje sobie sprawę, że to wszystko jest niczym wobec publikowania naukowego, akademickiego. A ja to wiem. Ja to też lubię. Ja to umiem robić. I jestem głęboko przekonany, że można wykorzystać ten uśpiony potencjał rynku..
Podsumowując: jeżeli w Wydawnictwie wiemy, co chcemy robić, umiemy to robić przy zachowaniu odpowiedniej jakości, jeżeli wiemy gdzie,
po co, jak, dlaczego i komu sprzedać gotowy produkt naszej pracy - to mamy wszystkie 3 elementy sukcesu. Więc zróbmy to! Nie jest tak, że rynek jest zapchany, a my dopiero zaczynamy uruchamiać marketing. Oni - nasza konkurencja - też mają słabe punkty, przeoczyli najistotniejsze elementy gry, których nie wymieniałem, bo nie będę nikomu podpowiadał. A ja je znam. Przetrwają na rynku ci, którzy poszukują nowych tematów, nowych wyzwań. My mamy zamiar to robić.
- Dziękuję za rozmowę

© Uniwersytet Warszawski, Krakowskie Przedmieście 26/28, 00-927 Warszawa, tel. (centrala) +48 22 552 00 00, NIP 525-001-12-66
Wszelkie prawa zastrzeżone. Webmaster  Rzecznik prasowy  Administrator