Uniwersytet Warszawski
STRONA GŁÓWNA ZAMÓWIENIA PUBLICZNE POCZTA WYCIECZKA MAPA SPIS PRACOWNIKÓW ENGLISH VERSION SZUKAJ
REKRUTACJA O UNIWERSYTECIE OSIĄGNIĘCIA WYDARZENIA OGŁOSZENIA DLA KANDYDATÓW DLA STUDENTÓW DLA ABSOLWENTÓW STUDIA PODYPLOMOWE STUDIA DOKTORANCKIE DLA PRACOWNIKÓW PRACA NA UW DLA PRASY
jakosc UNICA
UNIWERSYTET OTWARTY BIBLIOTEKA UNIWERSYTECKA KULTURA.UW RADIO KAMPUS AKADEMICKA TELEWIZJA NAUKOWA (ATVN) WYDAWNICTWA UW KSIĘGARNIA LIBER UNIWERSYTECKI OŚRODEK TRANSFERU TECHNOLOGII CENTRUM SPORTU I REKREACJI UW INTERNET PUBLIKACJE PISMO UCZELNI
[Drukuj]

Może jeszcze przywrócić rubrykę "pochodzenie społeczne"?!


Marcin Kula


Student, który niedawno wypełniał uzyskany z internetu formularz zapisu na Uniwersytet Warszawski, zwrócił mi uwagę na pomieszczoną tam rubrykę, która jego i moim zdaniem nie ma żadnego uzasadnienia. Jest to mianowicie rubryka "Narodowość".
Oczywiście, każdy może deklarować swoją narodowość każdemu kto chce słuchać. Olisadebe może określać się jako obywatel Rzeczypospolitej i Nigeryjczyk. Jego dobre prawo - a może nawet dobrze, żebyśmy nie byli wszyscy bez reszty jednakowi. W wypadku kwestionariusza uczelnianego nie mamy jednak do czynienia ze stwarzaniem okazji do afrimacji przynależności narodowej, lecz z ankietą całkowicie sformalizowaną, która powinna być zbudowana w oparciu o ścisłe przepisy oraz powinna być do czegoś użyteczna. Otóż nie ma na Uniwersytecie sprawy, która mogłaby być związana z deklarowaniem narodowości. Teoretycznie można sobie wyobrazić powstanie np. studenckiego koła ziomków-Eskimosów - ale i tak nie administracja uczelniana i nie w oparciu o ankiety personalne będzie je ewentualnie organizować. Z punktu widzenia wszelkich wyobrażalnych spraw uczelnię może interesować jedynie obywatelstwo.
Nie jest przypadkiem, że w dowodach osobistych nie ma rubryki "narodowość". Byłaby ona bezsensowna także ze względów pragmatycznych; wszak to każdy subiektywnie deklaruje, do jakiej narodowości się poczuwa. W moim przekonaniu jest to skądinąd zupełnie niezłe kryterium narodowości - ale z punktu widzenia dokumentów osobistych jest ono tyle warte, co pytanie czy się preferuje szarlotki, czy napoleonki. Jest prawdą, że bodajże w ostatnim spisie powszechnym zadano pytanie o narodowość. Moim zdaniem było to też głęboko niesłuszne, wręcz naruszające prawa człowieka w zakresie jego stosunków z władzami państwowymi - ale nie mogę zaprzeczyć, że wiedza o liczebności obywateli polskich, przyznających się do poszczególnych narodowości mogła być interesująca zarówno dla wszystkich obywateli, jak i dla poszczególnych narodowości. Liczebność np. deklaracji "śląskich" stała się istotnym faktem społecznym, a o takich faktach lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. Na Uniwersytecie to pytanie jednak nie służy nawet takiemu rozpoznaniu. W jakimś sensie jest ono dalekim echem dawniejszej historii Polski, kiedy obywatelstwo i narodowość często rozmijały się - a więc rzeczone pytanie nasuwało się jako naturalne. Gorzej, że jest też bliższym echem PRL, której władza lubiła wtykać nos w sprawy, które nie powinny jej interesować.
Last but not least, warto pamiętać, iż istniejąca w radzieckich dowodach osobistych rubryka, o której mowa, traktowana tam tak serio jak wszystkie wpisy do dokumentów, przysporzyła niejednemu człowiekowi kłopotów. Warto też pamiętać o sytuacjach, gdy w innych ustrojach ludzie bywali z powodu swej narodowości naznaczani opaskami, wpisami, stemplami.


© Uniwersytet Warszawski, Krakowskie Przedmieście 26/28, 00-927 Warszawa, tel. (centrala) +48 22 552 00 00, NIP 525-001-12-66
Wszelkie prawa zastrzeżone. Webmaster  Rzecznik prasowy  Administrator