Uniwersytet Warszawski
STRONA GŁÓWNA ZAMÓWIENIA PUBLICZNE POCZTA WYCIECZKA MAPA SPIS PRACOWNIKÓW ENGLISH VERSION SZUKAJ
REKRUTACJA O UNIWERSYTECIE OSIĄGNIĘCIA WYDARZENIA OGŁOSZENIA DLA KANDYDATÓW DLA STUDENTÓW DLA ABSOLWENTÓW STUDIA PODYPLOMOWE STUDIA DOKTORANCKIE DLA PRACOWNIKÓW PRACA NA UW DLA PRASY
jakosc UNICA
UNIWERSYTET OTWARTY BIBLIOTEKA UNIWERSYTECKA KULTURA.UW RADIO KAMPUS AKADEMICKA TELEWIZJA NAUKOWA (ATVN) WYDAWNICTWA UW KSIĘGARNIA LIBER UNIWERSYTECKI OŚRODEK TRANSFERU TECHNOLOGII CENTRUM SPORTU I REKREACJI UW INTERNET PUBLIKACJE PISMO UCZELNI
[Drukuj]

Proces Boloński (w trochę więcej niż kilku słowach)


z mgr Jolantą Urbanik
Pełnomocnikiem Rektora UW
ds. Procesu Bolońskiego"
rozmawia Artur Lompart


Pełni Pani funkcję Pełnomocnika Rektora UW do spraw Procesu Bolońskiego i Organizacji Nauczania Języków Obcych. Proszę w kilku słowach powiedzieć czym jest Proces Boloński"?
W kilku słowach to dość trudne, ale postaram się. Proces Boloński to proces, którego celem jest stworzenie wspólnej europejskiej przestrzeni edukacyjnej...

... co oznacza?
... co oznacza, że do 2010 roku europejskie systemy kształcenia na poziomie wyższym będą zharmonizowane i będą charakteryzować się przejrzystością i spójnością. Warunki kształcenia w szkolnictwie wyższym w Europie staną się atrakcyjniejsze i bardziej konkurencyjne w porównaniu na przykład z tymi oferowanymi przez uczelnie w USA czy na Dalekim Wschodzie. Celem Procesu Bolońskiego jest utatwienie mobilności akademickiej oraz dostosowanie systemu kształcenia do potrzeb rynku pracy, a zwłaszcza poprawa zatrudnialności" absolwentów szkolnictwa wyższego w Europie. Wiem, że zatrudnialność (kalka z angielskiego employability") to potworek językowy, ale dobrze charakteryzuje ten cel: chodzi o to, aby zwiększyć szansę na zatrudnienie absolwentów szkół wyższych w Europie. Aby to nastąpiło, szkolnictwo wyższe musi im dawać takie wykształcenie, takie kompetencje, takie kwalifikacje, które będą rozpoznawalne i uznawane na rynku pracy i rynku ustug edukacyjnych.

Dobrze, ale co to znaczy dla przeciętnego Kowalskiego? Czy na przykład to, że system szkolnictwa wyższego w Polsce będzie porównywalny z tym, dajmy na to w Hiszpanii?
Chodzi o to, żeby po ukończeniu studiów kwalifikacje, jakie Kowalski uzyska, kompetencje, jakie zdobędzie, byty czytelne i przydatne w poszukiwaniu zatrudnienia. Istotna jest także możność porównania dokumentów wydawanych przez uczelnie z chwilą ukończenia studiów. Dyplom naszej uczelni wraz z suplementem, w którym opisane są treści kształcenia i w którym powinny być również opisane efekty kształcenia, czyli te zdobyte kompetencje i kwalifikacje, powinien coś znaczyć dla europejskiego pracodawcy. Także dla tych uczelni, które ewentualnie przyjmą naszego studenta bądź absolwenta w swoje mury celem dalszego kształcenia. Powinniśmy posługiwać się takimi samymi kategoriami, żeby wiadomo było, że absolwent Uniwersytetu Warszawskiego ma kompetencje, które są istotne dla pracodawcy i które są porównywalne z kompetencjami absolwenta na przykład Uniwersytetu Berlińskiego. Nie muszą one być identyczne, ale porównywalne. Powinniśmy zatem posługiwać się taką samą terminologią, odnosić się do tych samych punktów czy narzędzi referencyjnych.

Jednakże przyzna Pani, że dla większości z nas Proces Boloński kojarzy się jedynie z systemem studiów 3+2", ewentualnie z programem Socrates- Erasmus. Nie widać innych elementów, no może poza wprowadzonym niedawno suplementem do dyplomu...
To są tylko narzędzia, które mają służyć celowi nadrzędnemu, o którym już mówiłam. System 3+2 + 3 lub 4" to jest tylko taki skrótowy zapis zasadniczej reformy systemu kształcenia wynikającej z Deklaracji Bolońskiej, podpisanej przez ministrów edukacji państw europejskich. Reforma ta polega na tym, że system kształcenia na poziomie wyższym składa się z trzech stopni, z których każdy stanowi odrębną całość: pierwszy stopień studiów - studia licencjackie (inżynierskie), drugi stopień - studia magisterskie i trzeci stopień - studia doktoranckie. Absolwent studiów każdego stopnia będzie mógł zdecydować, czy chce kontynuować studia na wyższym stopniu i na innym kierunku, czy też zakończyć swoją edukację i podjąć pracę. Dla każdego ze stopni kształcenia powinny być zdefiniowane efekty kształcenia. Dzięki temu wiadomo będzie, co oferuje dana uczelnia i jakie kompetencje osiągnie student po ukończeniu programu studiów w ramach każdego z tych stopni kształcenia. Proces Boloński oznacza także ułatwienia w elastycznym kształtowaniu ścieżek kształcenia. Służyć to ma zdobyciu takich kompetencji, które pozwolą studentowi na skuteczne wykorzystanie szans oferowanych przez rynek pracy. Mobilność zawodowa i akademicka, przemieszczanie się w poszukiwaniu wiedzy i zatrudnienia, to cele Procesu Bolońskiego. Proces Boloński to także kształcenie ustawiczne - wskazanie, że edukacja jest procesem, który trwa przez całe życie, niezbędnym dla budowania społeczeństwa wiedzy. No i oczywiście dbałość o wysoką jakość kształcenia. Bardzo ważna, a może i najważniejsza jest zmiana podejścia do procesu dydaktycznego: z takiego, w którym nauczyciel akademicki jest w centrum, na takie, w którym w centrum znajduje się student. Dotąd programy kształcenia były opisane liczbą godzin kontaktowych, liczbą godzin zajęć przewidzianych w programie. Deklaracja Bolońska przewiduje rozliczanie studenta na podstawie zgromadzonych punktów ECTS, określających nakład czasu pracy studenta na zaliczenie wymagań określonych dla poszczególnych komponentów programu studiów. Obowiązek takiego rozliczania osiągnięć studenta zawarty został w nowej Ustawie. Ustawa przewiduje wprowadzenie także wszystkich innych elementów strategii bolońskiej.

Czy te zmiany mają szansę realizacji? Nowe polskie prawo o szkolnictwie wyższym zakłada, że nie do końca uczelnie będę mogły kształtować programy studiów, tak aby były one atrakcyjne dla studentów i pracodawców...
Standardy kształcenia dotyczyć będą tylko około 60 procent programu studiów. W pozostałej części uczelnia ma swobodę kształtowania tych programów. Po raz pierwszy chyba w standardach kształcenia, które w tej chwili są opracowywane, Rada Główna Szkolnictwa Wyższego wraz z Ministerstwem Edukacji i Nauki i - co ważne - w dyskusji ze środowiskiem akademickim, określą profil absolwenta. Oznacza to, że w standardzie wskazane będzie jakimi umiejętnościami, jakimi kompetencjami, jakimi kwalifikacjami powinien charakteryzować się absolwent po wyjściu z uczelni. To już jest nowe myślenie, zgodne z wytycznymi Procesu Bolońskiego.

To brzmi pięknie. Jak jednak zmienić mentalność ludzi, którzy na co dzień będą częścią systemu?

To nie jest pytanie do mnie, nie jestem psychologiem...

Ale jest Pani odpowiedzialna za wdrażanie Procesu Bolońskiego na naszej uczelni. Podejrzewam, że napotyka Pani na pewne problemy... powiedzmy to natury mentalnej.

Niewątpliwie najważniejszą rzeczą jest prowadzenie jak najszerszych akcji promocyjnych czy informacyjnych. Bez informacji nie ma odpowiedniej reakcji. Te działania zostały podjęte. Profesor Marek Wąsowicz, prorektor ds. spraw studenckich poprzedniej kadencji, jak też obecny prorektor, profesor Konstanty Adam Wojtaszczyk, podjęli działania mające na celu informowanie naszego środowiska, przybliżając kwestie strategii bolońskiej i wyznaczając harmonogram dziatań przystosowawczych, wynikających zresztą z zapisów Ustawy. Bariery psychologiczne są i będą się pojawiać. To naturalna reakcja ludzi - nie przyjmować entuzjastycznie tych rzeczy, które burzą utrwalony i oceniony jako dobry porządek. Wiadomo, że w naszym środowisku akademickim - podobnie jak w innych, np. niemieckim - tutaj nie jesteśmy odosobnieni - model jednolitych studiów magisterskich utrwalił się i jest bardzo pozytywnie oceniany. Dość powszechne są głosy, że nie można wykształcić kompletnego" historyka, kompletnego" filologa w mniej niż 5 lat. I główna linia ataku czy krytyki tego nowego systemu polega na tym, że przycięty do trzech lat program na przykład pięcioletnich studiów historycznych czy filologicznych nie spełnia oczekiwań. Zdarza się nader często, że wymóg stworzenia dwóch odrębnych programów studiów, dla studiów licencjackich i dla studiów magisterskich, ogranicza się do przecięcia programu pięcioletniego na dwie nierówne części. Takie podejście, przez Niemców nazwane podejściem kiełbasowym, jest obarczone błędem metodologicznym. Wymusza ono na absolwentach studiów licencjackich kontynuowanie edukacji na studiach magisterskich wyłącznie na tym samym kierunku studiów. Niewątpliwie do takich działań przyczyniła się terminologia stosowana w starej Ustawie, gdzie studia drugiego stopnia nazwane były magisterskimi studiami uzupełniającymi, sprawiając wrażenie, że studia licencjackie to studia niepełne i że można legitymować się dyplomem studiów wyższych dopiero po ukończeniu studiów uzupełniających. Trzeba od nowa spojrzeć na programy kształcenia, określić cele i zakładane efekty kształcenia. Konstruować nowy program nauczania mając na uwadze kompetencje czy kwalifikacje, które ukończenie studiów licencjackich pierwszego stopnia, czy magisterskich drugiego stopnia daje absolwentowi, które są poszukiwane na europejskim rynku pracy. Najpierw trzeba określić cele kształcenia, następnie zdefiniować kompetencje, potem wyznaczyć treści kształcenia i określić w dyskusji ze środowiskiem studentów nakład pracy, jaki jest niezbędny do osiągnięcia zakładanych efektów, czyli przypisać odpowiednią liczbę punktów ECTS do wszystkich elementów programu studiów. Niewątpliwie jest to rewolucja w myśleniu o dydaktyce. Ale nie jest to tylko problem naszego Uniwersytetu czy polskich uczelni.

Tworzenie nowych programów nie jest łatwe...
Ogromnie trudne. Trzeba odejść od tego co jest, i spojrzeć na kształcenie po nowemu. Także kiedy patrzymy na obecnie obowiązujące wymiary godzinowe programów. Jak już powiedziałam system ECTS UNIWERSYTET WARSZAWSKI wymaga, aby opisać program w kategoriach naktadu czasu pracy studenta niezbędnego do osiągnięcia zakładanych efektów kształcenia. Programy studiów nie mogą być przeładowane. Zakładane efekty muszą być osiągalne dla przeciętnego studenta. Jeśli przyjąć, że student, tak jak osoba pracująca, przeznacza na naukę 8 godzin dzienne, to rocznie poświęci na kształcenie się 1500 - 1800 godzin i musi zdobyć 60 punktów ECTS, aby zaliczyć rok studiów. Czyli, że 25-30 godzin pracy studenta oznacza jeden punkt ECTS. Musimy być - tak Pani Rektor powiedziała w swoim ostatnim wywiadzie dla Uniwersytetu Warszawskiego" - przyjaźni studentowi". Nie możemy wymagać, aby student pracował więcej niż normalny człowiek pracy, ponad 8 godzin dziennie, bo to byłoby okrutne z naszej strony. Niektórym z nas trudno uznać to za pewien wskaźnik.

To zupełnie inne myślenie. Zazwyczaj patrzymy na proces dydaktyczny z punktu widzenia nauczyciela ...
Otóż to. To jest istota zmian. Dotychczas patrzono na proces dydaktyczny z punktu widzenia nauczyciela, jego pensum, liczby godzin zajęć oraz treści programowych, czyli tego co nauczyciel wkłada" w realizację programu. Tymczasem Proces Boloński wymaga od nas przewartościowania, spojrzenia na proces kształcenia przez pryzmat potrzeb i możliwości studenta. Wymaga od nas odpowiedzi na pytanie: ile czasu pracy student musi poświęcić na osiągnięcie zakładanych efektów kształcenia i czym się legitymować będzie po zakończeniu edukacji. Te efekty można osiągnąć różnymi drogami, różnymi metodami. Proces Boloński nie ogranicza wyboru metod i technik nauczania, wskazuje zaś na potrzebę poszerzenia ich repertuaru o metody i techniki kształcenia otwartego i zdalnego z wykorzystaniem nowych technologii informacyjnych i komunikacyjnych. Nowa Ustawa wskazuje na równy status zajęć prowadzonych metodami konwencjonalnymi i z wykorzystaniem e-kształcenia.

Proces Boloński obrósł mitami. Czy możemy obalić jeden z nich, mówiący, że wdrożenie procesu ma doprowadzić do tego, że np. po trzech latach chemii student będzie mógł studiować zarządzanie na 2-letnich studiach magisterskich?
Proces Boloński zakłada przyjęcie rozwiązań mających ułatwić elastyczne kształtowanie indywidualnych ścieżek kształcenia, mobilność poziomą (w ramach jednego programu studiów) i pionową (przechodzenie z jednego stopnia studiów na drugi). Ale nigdzie nie jest zadekretowana absolutna dowolność ścieżki kształcenia. Uczelnia zawsze może określić warunki wstępu na studia, żądając odpowiedniej liczby punktów ECTS, czy też wylegitymowania się zdobyciem zestawu pewnych niezbędnych kompetencji, odnotowanych w suplemencie do dyplomu. Akurat podany przez Pana przykład ukończenia studiów licencjackich na chemii i podjęcie studiów drugiego stopnia na zarządzaniu wydaje mi się całkowicie realny. Niedawno słyszałam o absolwentce studiów romanistycznych na ULB, która podjęła magisterskie studia w zakresie kryminologii na tym samym uniwersytecie. Ale Belgowie są może bardziej zaawansowani we wprowadzeniu reform bolońskich od nas... Nigdzie jednak nie zakłada się automatycznego przechodzenia z jednego kierunku studiów na inny.

Dobrze, porozmawiajmy o kosztach. Skąd mamy wziąć pieniądze na te wszystkie zmiany.
Tego nie wiem (śmiech). To pytanie należy do tych najtrudniejszych a to dlatego, że wiadomo jak nasza edukacja jest finansowana. Uczelnia utrzymuje się z dotacji budżetowych. Te środki nie są dowolnie rozciągliwe. Wobec tego odpowiedź leży w dodatkowych środkach, które uczelnia wypracowuje. Niewątpliwie Proces Boloński jest kosztowny, bo pominąwszy techniczne, czy organizacyjne wydatki jak drukowanie nowych dokumentów, setek stron tych dokumentów na odpowiednim papierze, z odpowiednimi pieczęciami, trzeba również myśleć o kosztach, które są związane z powołaniem grup roboczych, które będą musiały dosyć intensywnie pracować nad programami studiów, nad wewnętrznym systemem zapewniania jakości. Ale to, obawiam się, nie jest pytanie do mnie. Musimy pytać władze naszej Uczelni, odpowiedzialne za gospodarkę finansową.

Mówiła Pani wcześniej o tym, że jednym z celów Procesu Bolońskiego jest spowodowanie, żeby system edukacji europejskiej mógł konkurować na przykład z amerykańskim. Ale czy jest na to szansa?
Pytanie z natury drażliwych. To, że systemy edukacji czy poziom rozwoju gospodarek różnią się znacznie i że praktycznie Europa nie ma szans na zrealizowanie lizbońskich marzeń o wygraniu wyścigu ze Stanami Zjednoczonymi do 2010 roku, nie oznacza, że nie powinniśmy starać się doganiać lepszych od nas. Jeżeli nie dościgniemy tych gospodarek, z którymi chcemy się zmierzyć, czy systemów edukacyjnych, z którymi chcemy się porównać, to przynajmniej powinniśmy spróbować przyśpieszyć tempo rozwoju, zadbać o jakość na każdym etapie kształcenia, właśnie po to, żeby móc konkurować. Europa jest atrakcyjna dla studentów zagranicznych jako kontynent o zróżnicowanych kulturach, wielowiekowej historii, tradycji, wielu językach. Przyciąga studentów i ze Wschodu i ze Stanów Zjednoczonych. Do- brze by było, żeby tym magnesem była jakość oferowanych programów kształcenia. O to musimy dbać. Jakość jest naszym celem nadrzędnym, nie jako cel sam w sobie, ale właśnie stużący przyciągnięciu większej liczby studentów zagranicznych, ale także stużący temu, aby nasi absolwenci mogli skutecznie konkurować o miejsca pracy.

Nie przyciągniemy jednak studentów nie oferując im studiów w językach dla nich zrozumiałych, na przykład po angielsku.
Proszę pamiętać, że polski jest oficjalnym językiem Unii i że polski jest chyba szóstym co do wielkości językiem, jeśli chodzi o liczbę użytkowników w Europie. To jest bardzo poważna przesłanka do tego, żeby skłaniać naszych gości, może nie do uczestniczenia w całym programie studiów w języku polskim, ale przynajmniej do zaliczenia jego części po polsku...

Holendrzy wprowadzili zasadę, że tworzą zajęcia w języku niderlandzkim, ale posiadają też ofertę studiów w języku angielskim. W niektórych uczelniach ta oferta studiów w języku angielskim jest bogatsza niż studia oferowane w języku niderlandzkim.
I to jest błąd. Duńczycy zrobili to samo i efekt jest taki, że praktycznie nie ma terminologii naukowej dotyczącej pewnych dziedzin (np. chemii) w języku duńskim. To powoduje, że ubożeje język, powoli traci swoją wartość. Nie powinniśmy powielać tego typu błędów i mam nadzieję, że jeżeli będą otwierane jakieś kierunki studiów w językach obcym - nie mówmy tylko o angielskim - to równolegle będą prowadzone takie same kierunki, takie same zajęcia w języku polskim. Zresztą jest to zgodne z zaleceniami Rady Europy, jeżeli chodzi o politykę językową. Nie powinniśmy popadać w taką super poprawność polityczną...

Ale z drugiej strony nasi studenci powinni znać języki obce. Nie powinniśmy ograniczać się do kształcenia jedynie w języku polskim. Ważna jest także jakość kształcenia.
To prawda. Ważna jest jakość kształcenia i wszyscy sobie kładą jakość kształcenia na sercu. Ale chodzi również o to, żeby zdobyć oficjalne potwierdzenia wysokiej jakości kształcenia i w tej chwili w zasięgu wzroku powinny być dwa znaki: ECTS-Label i DS.-Label. To są dwa znaki jakości, które przysługują uczelniom, które posługują się w sposób należyty systemem punktacji ECTS oraz wydają zgodnie ze sztuką suplementy do dyplomu. Jest cały szereg warunków - i to trudnych do spełnienia - żeby te certyfikaty móc uzyskać, ale myślę, że powinniśmy zrobić wszystko, żeby je zdobyć. Jeżeli student będzie miał do wyboru porównywalną ofertę dydaktyczną dwóch uniwersytetów, to być może wybierze ten z dwóch, który ma te certyfikaty a niekoniecznie mieści się w starożytnym mieście o wielkiej tradycji. Chciałabym mocno podkreślić, że poza tymi elementami, o których tradycyjnie się mówi w związku z Procesem Bolońskim: suplementem do dyplomów, porównywalnością tytułów i dyplomów, przejrzystością programów kształcenia, europejskim wymiarem itp. nie można zapominać o tym, co przenika wszystkie te elementy, to jest o polityce językowej uczelni. To jest problem często niedostrzegany, często marginalizowany, ale musimy uprzytomnić sobie - i najwyższa na to pora - że bez znajomości języków obcych ten proces się nie powiedzie. Proces Boloński to de facto proces internacjonalizacji uczelni, proces otwarcia się na zewnątrz ze swoją ofertą dydaktyczną, otwarcia się na przyjeżdżających studentów, wykładowców, ale również umożliwienia naszym studentom szerszego korzystania z oferty uczelni zagranicznych i przygotowanie do poszukiwania zatrudnienia na europejskim rynku pracy. Kształcenie językowe powinno być priorytetem w szkolnictwie wyższym. Są już oznaki takiego myślenia - w standardach kształcenia, które są właśnie dyskutowane i niedługo prawdopodobnie będą przyjęte przez Ministerstwo, podkreśla się, że bez względu na kierunek studiów absolwent powinien wykazać się biegłością językową na poziomie B2, według standardu Europejskiego Systemu Opisu Kształcenia Językowego określonego przez Radę Europy, czyli autonomicznego użytkownika języka. Nasza uczelnia w Uchwale dotyczącej kształcenia językowego to założenie już przyjęła. Studenci, którzy rozpoczęli studia na Uniwersytecie Warszawskim w bieżącym roku akademickim, aby uzyskać dyplom licencjata lub magistra będą musieli zdać egzamin z jednego języka obcego na poziomie B2 lub przedłożyć odpowiednie świadectwo zewnętrznej instytucji certyfikującej. Znajomość języków obcych, zarówno wśród studentów jaki i pracowników dydaktycznych i administracyjnych Uczelni, jest ważna, tak jak ważna jest bogata oferta zajęć dydaktycznych prowadzonych w językach, ale równie ważna jest promocja naszego języka ojczystego. To też jest bardzo ważny element podnoszony zarówno przez Komisję Europejską, jak i przez Radę Europy, że lokalne języki powinny być szeroko promowane wśród przyjeżdżających studentów i wykładowców. Po to, aby dać tym studentom narzędzie, możność studiowania w językach lokalnych. Należy sobie również uzmysłowić, że być może oferta zajęć dydaktycznych w innych, poza angielskim, językach obcych przyciągnie na UW większą liczbę studentów zagranicznych. Niewątpliwie należy podjąć działania mające na celu zbadanie potrzeb, ewentualne przygotowanie oferty, a następnie jej promocję.


Bardzo dziękuję za rozmowę.
© Uniwersytet Warszawski, Krakowskie Przedmieście 26/28, 00-927 Warszawa, tel. (centrala) +48 22 552 00 00, NIP 525-001-12-66
Wszelkie prawa zastrzeżone. Webmaster  Rzecznik prasowy  Administrator