Uniwersytet Warszawski
STRONA GŁÓWNA ZAMÓWIENIA PUBLICZNE POCZTA WYCIECZKA MAPA SPIS PRACOWNIKÓW ENGLISH VERSION SZUKAJ
REKRUTACJA O UNIWERSYTECIE OSIĄGNIĘCIA WYDARZENIA OGŁOSZENIA DLA KANDYDATÓW DLA STUDENTÓW DLA ABSOLWENTÓW STUDIA PODYPLOMOWE STUDIA DOKTORANCKIE DLA PRACOWNIKÓW PRACA NA UW DLA PRASY
jakosc UNICA
UNIWERSYTET OTWARTY BIBLIOTEKA UNIWERSYTECKA KULTURA.UW RADIO KAMPUS AKADEMICKA TELEWIZJA NAUKOWA (ATVN) WYDAWNICTWA UW KSIĘGARNIA LIBER UNIWERSYTECKI OŚRODEK TRANSFERU TECHNOLOGII CENTRUM SPORTU I REKREACJI UW INTERNET PUBLIKACJE PISMO UCZELNI
[Drukuj]

Czarne charaktery we wspaniałej historii Królewskiego Uniwersytetu (1816-31)


Robert Gawkowski


"Święto Uniwersytetu" ma to do siebie, że popularyzuje historię naszej Alma Mater. O założycielach uczelni i o bogatych 189-letnich dziejach warszawskiej akademii dowiadywaliśmy się z licznych prasowych artykułów, konferencji i spotkań naukowych. Sam zresztą, komentując uniwersyteckie, świąteczne zawody sportowe (XVIII Milę Uniwersytecką) nie omieszkałem wspomnieć bohaterów oświeceniowych: Stanisława Potockiego czy Stanisława Staszica. I tak ma być, bo przecież po to jest święto, by wspominać najwybitniejsze jednostki i dni chwały.
Czasem jednak w człowieku budzi się duch przekory i rodzi się pytanie: czy zawsze i wszędzie byli tylko bohaterowie? Ludzie wielcy duchem i sercem, myślący wyłącznie o dobru ojczyzny. I właśnie ten duch przekory każe mi poszukać w historii uniwersyteckiej sprzed 180 laty czarnych charakterów, wydobyć z cienia nikczemników i kanalie. Tematem niniejszego artykułu będą więc antybohaterowie.


Święto upamiętnia moment, gdy car i (przymusowy) król Polski Aleksander I, 19 listopada 1816 r. podpisał akt erekcyjny Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Półtora roku później (14 maja 1818 r.) licząca 5 wydziałów placówka, została oficjalnie otwarta. Niemal zaraz po faktycznym otwarciu uczelni, studenci zaczęli tworzyć nieformalne związki. Grupy takie przyjmowały ułożone przez siebie regulaminy i czas wolny spędzały na dyskusjach, śpiewaniu historycznych piosenek, deklamowaniu wierszy, czy też mniej patetycznie, na grach i zabawach. Młodzież zbierała się w kawiarniach, a ulubioną była "Gospoda Akademicka" przy ul. Koziej. Czasem grupy takie przybierały charakter kółka samokształceniowego, a czasem tajemnej partii praktykującej obrzędy wolnomularstwa. W ten sposób w 1818 r. rozpoczął działalność na UW Związek Przyjacielski zwany z grecka Panta Koma. Rok później powstawały kolejne, działające nieoficjalnie organizacje studenckie: Towarzystwo Akademickich Czcicieli Nauk i Związek Wolnych Braci Polaków. Organizacje te zaczynały budzić niepokój władz, zwłaszcza wtedy, gdy przybierały charakter patriotyczny.
Niezależni działacze tychże organizacji w 1821 r. wydawali pismo "Dekada Polska", które starało się przybrać pozory lojalności, chwaląc cara za... "reformy i za dążenie do zwiększenia roli Królestwa Polskiego". Tymczasem dla środowiska uniwersyteckiego stawało się jasne, że wbrew "Dekadzie" o żadnych reformach mowy być nie może, a Aleksander zmienił poglądy i najchętniej widziałby Królestwo pozbawione autonomii i wcielone Antoni Brodowski "Nadanie dyplomu ustanowienia Uniwersytetu Warszawskiego przez cesarza i króla Aleksandra I" (reprodukcja zaginionego obrazu, 1828) do Rosji. Oto na przełomie 1820/21 na stanowisku Ministra Oświaty (Minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego) nastąpiła zmiana. W miejsce szanowanego, "ojca założyciela" Uniwersytetu Warszawskiego, Stanisława Potockiego, car mianował Stanisława Grabowskiego.
Nowy minister jest pierwszym antybohaterem historii UW. Urodzony w 1780 r., był nieślubnym synem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Po rozbiorze Polski i śmierci ojca, przez kilka lat wychowywał się w Petersburgu. Po powrocie do kraju w 1808 r. został przy poparciu rodziny sekretarzem Rady Stanu Księstwa Warszawskiego. Po upadku Napoleona, jako dawny zwolennik "rządów z Petersburga" łatwo został dygnitarzem Królestwa Polskiego, aż w końcu 1820 r. ministrem oświaty. Wiedziano o nim, że przodował w bigoterii i lojaliźmie. Rozrzutności jego brakowało hamulca, a dla spłacenia długów potrzebował coraz większych łask takich ludzi jak Nowosilcow. Nawet jego rodzina miała o nim marne zdanie: "Siedzi sam, ciągle się modli i nic nie robi" pisali o Grabowskim najbliżsi.

Nominację tę źle przyjęto na uczelni. Było jasne, że nowy minister poddawać będzie Uniwersytet ściślejszej kontroli. Grabowski nie lubił swego ministerialnego poprzednika Stanisława Potockiego. Nie zdążyt mu jednak zaszkodzić, bo stary i lubiany na Uniwersytecie Potocki zmart wkrótce po dymisji (1821). Szykany spotkaty za to innego zwolennika oświeceniowego trendu - profesora Samuela Bogumiła Lindego (dyrektora Biblioteki Publicznej przy UW i autora "Słownika Jęz. Polskiego"). Linde zostat odsunięty od kierowania Towarzystwem Ksiąg Elementarnych. Wkrótce także z nakazu ministra Uniwersytet musiai zmienić swój herb (znany nam dobrze orzet w koronie otoczony pięcioma gwiazdkami zostat pomniejszony i umieszczony na piersiach dwugłowego orla carskiego) i zasady swej działalności. Od 1823 r. przyjęto, że wraz z immatrykulacją potrzebne było też "świadectwo moralności" wydawane przez "nadzór szkolny", co faktycznie było oceną politycznej poprawności ucznia. Uczelnia znosić musiała urząd Kuratorii Generalnej, wtrącający się do wszystkiego. Z inicjatywy niechcianego ministra zawieszono też swobodny wybór rektora, "bo pachniało to demokratyzmem". Nic więc dziwnego, że Grabowskiego na Uniwersytecie przezywano "ministrem ociemnienia publicznego".
Wraz z nastaniem Grabowskiego na stanowisku ministra oświaty, zaczęły spadać represje na studenckie organizacje. Rozwiązano "Dekadę Polską", a jej redaktora Wiktora Heltmana relegowano z uczelni i wcielono do wojska jako szeregowca. Usunięto z Uniwersytetu także innych aktywistów Związku Wolnych Polaków (np. Maurycego Mochnackiego). "Panta Koina" zaprzestała działalności, a jej wielu członków aresztowano (wraz z założycielem Ludwikiem Mauersbergerem). Przesiadywanie w "Gospodzie Akademickiej" i manifestowanie tam swych patriotycznych poglądów zaczęło być niebezpieczne. Już następnego dnia wiedział o wszystkim Wielki Książe Konstanty i Nowosilcow, a Grabowski żądał usunięcia studenta z uczelni. Akademicy zaczęli więc podejrzewać kogoś ze swoich szeregów o donosicielstwo. Podejrzenie padło na studenta medycyny Henryka Mackrotta, syna fryzjera, też Henryka, który także znany byt ze swojego serwilizmu.
Przypuszczenia okazały się stuszne, bo to wtaśnie obaj panowie, kolejni antybohaterowie tej historii: Henryk Mackrott senior i Henryk Mackrott junior szpiegowali studentów. Syn przewyższał ojca "inteligencją, wykształceniem, sprytem i brakiem skruputów". Znakomicie znat język francuski, co pozwoliło mu pisać raporty w tym języku (po trzy dziennie) do samego Wielkiego Księcia Konstantego. Raporty te w liczbie 13 tysięcy stanowią bezcenny zbiór przechowywany w Archiwum Głównym Akt Dawnych i są dowodem na to, że szelmostwo ludzkie może nie mieć granic.
Mackrott junior zaprzyjaźniał się ze swoimi kolegami studentami, wykorzystywał ich naiwność i zbierał informacje, które potem bezlitośnie wykorzystywał. Doprowadzi! do zesłania w kajdanach na wschód swego kolegi, studenta prawa Juliana Lublińskiego. Prawdopodobnie Mackrottowie, ojciec i syn, przyczynili się do aresztowania Waleriana Łukasińskiego.
Gdy społeczność uniwersytecka domyśliła się, kto jest szpiegiem, Mackrott junior przestał donosić osobiście, ale założył coś w rodzaju biura donosicieli, w którym zatrudniał aż 10 osób i dalej robił karierę w swym drugim fachu, bo w zawodzie wyuczonym na studiach szczęścia nie zaznał. W raportach żalił się, że po ukończonej medycynie nikt u niego nie chciał się leczyć - warszawiacy go bojkotowali.
Z działalnością biura Mackrottów związani byli studenci: Szymański i Kruszelnicki. 0 pierwszym z nich niewiele wiemy. Studenci szybko go zdemaskowali jako szpiega 1 pobili podczas patriotycznej demonstracji w 1829 r. Franciszek Kruszelnicki działał niestety skuteczniej. Jeszcze przed powstaniem w 1830 r. będąc studentem medycyny zdołał wytropić na uczelni zmowę przeciwko caratowi. Doprowadził do aresztowania studentów prawa: Jana Bartkowskiego i Adama Piwowarskiego. Zachowały się wspomnienia Piwowarskiego z przesłuchania, jakie się w obecności donosiciela odbyło i pozwolę sobie je zacytować, choć zawiera ono niecenzuralne słowo:
"Donosiciel: Tego się nie zaprzesz, że w październiku, kiedym u was nocował, toście aż do 2. w nocy siedzieli i układali plany obalenia rządu rosyjskiego.
Obwiniony: Nieprawda, myśmy się uczyli, powtarzali chemię i fizykę, a tyś spat i chrapał, więc nic słyszeć nie mogteś. Donosiciel: Jam chrapał, ale nie spal [...] Innego dnia, kiedyście aż do białego dnia obradowali sfyszatem, jakeście mówili, że macie [dobre] stosunki z oficerami wojska i kilku młodymi adwokatami.
Obwiniony: A już nie wytrzymam - jak cię piznę!"

Przesłuchaniu temu przysłuchiwał się z ramienia Uniwersytetu prof. Feliks Bentkowski, najwyraźniej sympatyzujący z obwinionym, gdyż tylko delikatnie strofował: "Ależ mój panie Piwowarski, przecież go tu w naszej przytomności nie piżniesz". Bentkowski nie byt jednak w stanie zmienić wyroku: relegowania z uczelni, aresztu i zesłania, do którego miało dojść w grudniu 1830 r.
Działalność Mackrottów, Kruszelnickiego, Szymańskiego na wiele się nie zdała. Napięcie w Warszawie rosło, a ilość organizacji spiskowo-patriotycznych na Uniwersytecie Warszawskim do tego stopnia wzrosła, że minister Grabowski zaproponował nietypowe rozwiązanie - wybudowanie na terenie kampusu więzienia dla niepokornych studentów. Pomysł obskuranta nie zdążył wejść w życie, bo po nocy 29 listopada wszystko się zmieniło.
Pierwszego dnia Powstania Listopadowego uwolniono aresztowanych wcześniej studentów (np. Bartkowskiego i Piwowarskiego). Tej samej nocy Henryk Mackrott senior został przez powstańców zastrzelony, jego syn aresztowany i jako zdrajca wkrótce powieszony na latarni. Kruszelnicki zdołał umknąć z Warszawy, podobnie jak niesławny minister Grabowski. Ten drugi odważył się powrócić do Warszawy dopiero w 1833 r., ale żył otoczony pogardą. Spacerując Alejami Jerozolimskimi padł rażony "apopleksją". Gdy leżał na chodniku nikt mu nie pomógł. Los dla zdrajców nie bywa łaskawy, a historia stara się o nich zapomnieć.

© Uniwersytet Warszawski, Krakowskie Przedmieście 26/28, 00-927 Warszawa, tel. (centrala) +48 22 552 00 00, NIP 525-001-12-66
Wszelkie prawa zastrzeżone. Webmaster  Rzecznik prasowy  Administrator