Uniwersytet Warszawski
STRONA GŁÓWNA ZAMÓWIENIA PUBLICZNE POCZTA WYCIECZKA MAPA SPIS PRACOWNIKÓW ENGLISH VERSION SZUKAJ
REKRUTACJA O UNIWERSYTECIE OSIĄGNIĘCIA WYDARZENIA OGŁOSZENIA DLA KANDYDATÓW DLA STUDENTÓW DLA ABSOLWENTÓW STUDIA PODYPLOMOWE STUDIA DOKTORANCKIE DLA PRACOWNIKÓW PRACA NA UW DLA PRASY
jakosc UNICA
UNIWERSYTET OTWARTY BIBLIOTEKA UNIWERSYTECKA KULTURA.UW RADIO KAMPUS AKADEMICKA TELEWIZJA NAUKOWA (ATVN) WYDAWNICTWA UW KSIĘGARNIA LIBER UNIWERSYTECKI OŚRODEK TRANSFERU TECHNOLOGII CENTRUM SPORTU I REKREACJI UW INTERNET PUBLIKACJE PISMO UCZELNI
[Drukuj]

Spotkajmy się na zajęciach


Anna-Sophia Pappai (doktorantka w OEI FU Berlin)
Krzysztof Marcin Zalewski (doktorant w IH UW)


Wielu studentów z Warszawy wyjeżdża na studia do Niemiec, coraz więcej studentów niemieckich przyjeżdża do stolicy Polski. W obu przypadkach są jednak gośćmi, którzy muszą się przystosować do zwyczajów i trybu pracy akademickiej na uniwersytecie, na którym odbywają część studiów. Wspólne zajęcia kursowe zmieniają tę sytuację. Ich uczestnicy są na równych prawach, są po trochu gośćmi i gospodarzami. Niewątpliwie utatwia to dyskusję nt. trudnych problemów w stosunkach wzajemnych, zwłaszcza dotyczących wspólnej przeszłości. Organizacji tego eksperymentu podjął się Instytut Historyczny UW oraz Instytut Europy Wschodniej Wolnego Uniwersytetu w Berlinie (Osteuropa- lnstitut der Freien Universitat Berlin).
Aby sprawić, że uczestnicy zajęć są w pełni równouprawnieni, wiedzieliśmy, że takie zajęcia powinny się odbyć i w Warszawie, i w Berlinie. Tylko jak to zrobić? Różnice w kalendarzach akademickich są nieubłagane. Kiedy w drugiej połowie kwietnia warszawiakom zaczyna towarzyszyć widmo se- sji, berlińczycy wracają dopiero na uniwersytet z przerwy międzysemestralnej. Za to zajęcia trwają prawie do końca lipca. Rozwiązaniem - nie idealnym, ale znośnym - okazał się pomysł dwóch czterodniowych sesji, w czasie których zmieściłoby się 15 jednostek seminaryjnych. Między 4 a 7 maja 2005 roku spotkaliśmy się w Warszawie, w czerwcu przeżyliśmy 4 dni intensywnej pracy w Berlinie.
W czasie obu sesji zajmowaliśmy się nieco innymi stronami tego samego zagadnienia. W Warszawie zaczęliśmy od zastanowienia nad pojęciami używanymi w obiegu naukowym i mediach Polski i Niemiec. Rozważaliśmy cały splot niejednoznacznych i różnie się kojarzących pojęć, takich jak "wypędzenie" (Vertreibung), "masowe przesiedlenie", "przymusowe przesiedlenie", "deportacja", "zsyłka" czy "repatriacja". Prosty przykład ilustrujący problem: dla określenia masowych transferów ludności w Niemczech rzadko mówi się o zakorzenionych w polskim zwyczaju językowym deportacjach bądź zsyłkach, prawie nigdy o repatriacji. "Jak bowiem można wrócić do ojczyzny, skoro się w niej, w moim Allenstein czy Breslau, całe życie przeżyło?" - zapytałby w latach pięćdziesiątych ktoś nazywający siebie wypędzonym (Vertriebene). Wiele tkwi w samych terminach, które mają swoją własną historię, własnych "twórców", którzy przyporządkowali określone słowa określonym zjawiskom, tym samym interpretując wydarzenia. Uzbrojeni w pojęcia (i po trosze ciągle rozbrajani ich dużą wieloznacznością) staraliśmy się porównać przebieg wysiedleń ludności polskiej i niemieckiej w czasie drugiej wojny światowej i po niej. Czy przesiedlenia Polaków i Niemców są porównywalne? Co je różni, a co czyni podobnymi? Zwracaliśmy uwagę, że masowe przesiedlenia są zjawiskiem z kategorii inżynierii społecznej, doświadczenia właściwego dla społeczeństwa i państwa doby nowoczesności, w którym stała się możliwa - jako skrajna realizacja możliwości tejże inżynierii - masowa Zagłada.

W Berlinie zajęliśmy się współczesnością wysiedleń: tym w jaki sposób trwają one w pamięci, zarówno jednostek, jak i grup, oraz w jaki sposób instytucje tę pamięć najpierw tworzą, a potem nieustannie odtwarzają i przetwarzają. Staraliśmy się prześledzić, w jaki sposób pamięć o przymusowych przesiedleniach Polaków i Niemców byta kształtowana w sferze publicznej PRL, NRD i RFN oraz w jaki sposób jest tworzona dzisiaj w zjednoczonych Niemczech i demokratycznej Polsce. Całość zakończyliśmy opisem sporu wokół Centrum przeciw Wypędzeniom, ośrodka proponowanego przez środowiska niemieckich wypędzonych.
Aby całość mogła dojść do skutku, trzeba było dopracować formułę spotkania, rozwiązać wiele praktycznych problemów. Niewątpliwie pomagało nam to, że oboje znamy polski i niemiecki. Tego samego oczekiwaliśmy od wszystkich uczestników. Nie wszyscy musieli mówić w języku partnera, ale potrzebna była przynajmniej bierna jego znajomość w mowie i piśmie. Brzmi dobrze. Ale co ważniejsze, znaleźliśmy dostatecznie dużo studentów warszawskich i berlińskich spełniających ten warunek.

Inaczej studiuje się nauki humanistyczne w ogóle, a historię w szczególności, w Polsce, a inaczej w Niemczech. Mieliśmy więc wybór. Czy zdecydować się na system przygotowywanych przez uczestników seminarium referatów, typowy raczej dla sposobu studiowania humanistyki na uniwersytetach niemieckich? Czy też "po polsku" oprzeć zajęcia na dyskusji wokół zaproponowanych studentom tekstów? Zdecydowaliśmy się na mieszane rozwiązanie. Po dwóch referatach uczestników z obu miast na podobny temat, trwających razem jednak nie więcej niż 20 minut, następowała dyskusja, którą prowadziliśmy we dwoje odwołując się do tekstów z przygotowanego uprzednio skryptu. Cały czas pamiętaliśmy o zasadzie: każdy mówi w swoim języku rodzimym, a rozumie język partnera. Baliśmy się, czy to "wypali". Wypadło chyba dobrze. Po pierwszym dniu minęło zdziwienie tym, że na zdanie wypowiedziane po niemiecku, dostawałam odpowiedź po polsku.
O zachowanie tej zasady poprosiliśmy gości, którzy zgodzili się spotkać z uczestnikami seminarium. Pracują oni przeważnie Historii Współczesnej (Poczdam) w instytucjach, które zajmują się badaniem wspólnej przeszłości (jak choćby Robert Trąba z "Borussii" i UW, Jiirgen Danyel z Zentrum fur Zeitgeschichtliche Forschung w Poczdamie czy Jerzy Kochanowski z IH UW). Piotr Jendroszczyk, korespondent "Rzeczpospolitej" w Berlinie, mówił po polsku, Klaus Ziemer w pracującym pod jego kierownictwem Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie przywitał nas po niemiecku (wiele zresztą zawdzięczamy jego szczodrej gościnie), Alicja Gluza z Ośrodka "KARTA" i Wtadystaw Buthak z Instytutu Pamięci Narodowej także posługiwali się językiem rodzimym.

To wszystko spowodowało, że plan dnia byt szczelnie - być może zbyt szczelnie - wypełniony. Dzięki hojności Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz Fundacji Uniwersytetu Warszawskiego w obu miastach wszyscy uczestnicy - prowadzący i studenci - mieszkali razem, co pozwoliło uniknąć wielu problemów organizacyjnych. Doprowadziło to także do szybszego zacieśnienia więzów wśród uczestników. Fascynująca była obserwacja rozrywania się "grup pochodzenia": najpierw warszawiacy i berlińczycy siadali do posiłków osobno, już w drugim dniu jedli w grupach mieszanych.
Coś z niepowtarzalnej atmosfery tego seminarium, które było spotkaniem - kultur, instytucji i ludzi - zostało. Na razie w ramach forum dyskusyjnego stworzonego przez jego uczestników (http://www. ostblick. org/histosem), niedługo zaś w formie wydania dwujęzycznego zbioru referatów. Chcemy, żeby wspólne warszawsko- berlińskie zajęcia, pogłębiające współpracę między Wolnym Uniwersytetem w Berlinie a Uniwersytetem Warszawskim, z eksperymentu stały się imprezą cykliczną - coroczną, może odbywającą się co dwa lata. Wprawdzie ciężar organizacji wzięły na siebie IH UW i OEI FU, lecz uczestnikami byli studenci politologii, socjologii i historii z UW i kilku uniwersytetów berlińskich. To był dobry początek.

fot. Anna-Sophia Pappai i Olaf Matthei
© Uniwersytet Warszawski, Krakowskie Przedmieście 26/28, 00-927 Warszawa, tel. (centrala) +48 22 552 00 00, NIP 525-001-12-66
Wszelkie prawa zastrzeżone. Webmaster  Rzecznik prasowy  Administrator