![]() |
|
|
|
[Drukuj]
Słodkiego miłego życia Tomasz Lach Letnie wakacje są dla Chóru Akademickiego UW czasem zagranicznych wojaży. W tym roku wybór padł na Włochy. Nadrzędny element takich wyjazdów stanowią koncerty. Nawet w czasie kanikuły nie jesteśmy bowiem od tego, żeby nie zaśpiewać. Wokalne nieróbstwo jest nam z zasady obce. Upalna szajba
Letni modus vivendi Chóru UW w postaci
zagranicznego tournee sprawdza się od lat.
Nasza muzyka trafia do pataców i pod strzechy.
W ostatnich latach śpiewaliśmy w Moskwie,
Petersburgu, Berlinie czy Las Palmas.
Teraz wzięliśmy się za nieco mniejsze i małe
skupiska ludzkie w północnych Wtoszech,
a wszystko zaczęło się w Weronie.
Mr Rules
Mieliśmy nad Adygą wspaniałych gospodarzy
- miejscowy chór La Scatola Armonica.
Nauczyciele, bankowcy, przyjaciele z czasów
studiów tworzą zespół kochający śpiew.
Nas znaleźli w Internecie i zaprosili do siebie.
Pierwszego wieczora zostaliśmy przyjęci
kolacją w rezydencji signor Adelino, ojca
dziewięciorga dzieci, spośród których
dwójka czynnie udziela się w La Scatola. Nestor
rodu pełnił rolę honorowego gospodarza
tego garden party, a do dyspozycji obok suto
zastawionych stołów w ogrodzie pozostawił
nam pięknie oświetlony odkryty basen. O kąpieli
w scenerii rodem z hollywoodzkich willi
marzył każdy z nas, ale dopiero odważna koleżanka
Anna z altów jako pierwsza wskoczyła
do wody, czym dała impuls całej reszcie.
Wczesnym wieczorem niemal wszyscy znaleźliśmy
się w basenie, z którego daliśmy naszym
gospodarzom wodny koncert. Miał Haendel
swoją Muzykę na wodzie, mamy i my. Signor
Adelino promieniał z radości.
Lekkie koncerty Wyjazd do Wtoch okrasiliśmy czterema udanymi koncertami. Można byto usłyszeć Akademicki z Warszawy w kościele św. Tomasza w Weronie, w kościołach w Mel i Thiene, a także na otwartym powietrzu - w Villa Cornaro niedaleko miasta Grappa, gdzie produkuje się najbardziej znany włoski mocny trunek. Koncertom tym nie towarzyszyła presja, jaką czuliśmy miesiąc wcześniej podczas konkursów w Legnicy i Hajnówce. Koncerty we Włoszech miały być dla nas przysłowiowym kwiatkiem do kożucha po udanym sezonie artystycznym 2004/2005 (2. miejsce w Legnicy i 1. w Hajnówce). Z jednej strony byty przyjemnością, nagrodą, ozdobą wakacyjnego wyjazdu, z drugiej jednak towarzyszyć im musiała należyta koncentracja, artystyczny klimat, chęć i gotowość dania z siebie pełnej palety wokalnych umiejętności i talentu. Trzeba było zapomnieć o tym, że wyjazd do Włoch to kanikuła, że przyjemny 'lajcik' trwa w najlepsze - trzeba było zostawić w sercach słuchaczy jak najlepsze wrażenia. W końcu tak, jak w sporcie, tak i w sztuce noblesse oblige. Wnosząc po reakcji publiczności, spisaliśmy się na medal. Włochom bardzo przypadły do gustu polskie utwory ludowe Pado dysc i Pragną ocki Stanisława Wiechowicza, zachwycili się prawosławnym Bogorodice djewo Rachmaninowa, z uwagą słuchali współczesnego Cantus Gloriosus Józefa Świdra, a wyjątkową frajdę sprawił im wykonany przez nasze znakomite męskie głosy kanon Viva tutte te vezzose.
Wyśpiewane wino Skoro Italia, to śpiew i wino. Po koncertach gospodarze zapraszali nas na przeciągające się do później nocy kolacje, podawane pod wspólnym mianownikiem pasty i wina. Dolce vita, chciałoby się westchnąć na wspomnienie tych pięknych chwil.Skoro Włochy, to oczywiście też Wenecja. To wyjątkowe miasto odwiedziliśmy już po występach artystycznych, ale śpiewania wciąż nam byto mato. Jak Wenecja, to Piazza San Marco, gdzie tłoczą się turyści, by zobaczyć Bazylikę i Pałac Dożów. Turyści mogli tam także usłyszeć Chór z Warszawy. Ktoś z nas wpadł na pomysl spontanicznego koncertu na ulicy. Natychmiast znalazła się jakaś czapka, która w trakcie całkiem obszernego live performance na ulicach i placach Wenecji przyjęta dobrych kilkadziesiąt euro. Nie jesteśmy od tego, by nie zaśpiewać, nie jesteśmy też od tego, by za ten śpiew nie wychylić kusztyczka, czy dwóch. Za wyśpiewane pieniążki nabyliśmy włoskie wina, na które chętni znaleźli się już w drodze z Wenecji do Pragi. W stolicy Czech czasu starczyło jedynie na krótkie nocne zwiedzanie i małe śpiewanie do kapelusza. Myślami byliśmy już w Polsce, a może jeszcze dalej, w baskijskiej Tolosie, gdzie na przełomie października i listopada weźmiemy udział w Międzynarodowym Konkursie Chóralnym. Wiochy 2005 zawsze będą nam, ludziom z Chóru Akademickiego UW, kojarzyć się z udanymi wakacjami, słońcem, kąpielą w cieptym jak zupa jeziorze Garda i przede wszystkim ze znakomitą atmosferą w grupie, którą tworzymy. To było 10 dni słodkiego miłego życia. Bez chłodu, gtodu i innych takich. Autor od lat śpiewa basem w Akademickim Chórze Uniwersytetu Warszawskiego Wszystkich, którzy czytając powyższe, poczuli chęć dołączenia do naszego zespotu i przeżycia kolejnych pasjonujących koncertów i wyjazdów, zapraszamy na przesłuchania 11,12,14 i 18 października w godz. 17-20 w gmachu Wydziału Geologii przy ul. Żwirki i Wigury 93, II piętro, p. 2147. Szczegółowe informacje www.chor.uw.edu.pl |