Uniwersytet Warszawski
STRONA GŁÓWNA ZAMÓWIENIA PUBLICZNE POCZTA WYCIECZKA MAPA SPIS PRACOWNIKÓW ENGLISH VERSION SZUKAJ
REKRUTACJA O UNIWERSYTECIE OSIĄGNIĘCIA WYDARZENIA OGŁOSZENIA DLA KANDYDATÓW DLA STUDENTÓW DLA ABSOLWENTÓW STUDIA PODYPLOMOWE STUDIA DOKTORANCKIE DLA PRACOWNIKÓW PRACA NA UW DLA PRASY
jakosc UNICA
UNIWERSYTET OTWARTY BIBLIOTEKA UNIWERSYTECKA KULTURA.UW RADIO KAMPUS AKADEMICKA TELEWIZJA NAUKOWA (ATVN) WYDAWNICTWA UW KSIĘGARNIA LIBER UNIWERSYTECKI OŚRODEK TRANSFERU TECHNOLOGII CENTRUM SPORTU I REKREACJI UW INTERNET PUBLIKACJE PISMO UCZELNI
[Drukuj]

Słodkiego miłego życia
- włoskie tournée
Chóru Akademickiego UW

Tomasz Lach

Letnie wakacje są dla Chóru Akademickiego UW czasem zagranicznych wojaży. W tym roku wybór padł na Włochy. Nadrzędny element takich wyjazdów stanowią koncerty. Nawet w czasie kanikuły nie jesteśmy bowiem od tego, żeby nie zaśpiewać. Wokalne nieróbstwo jest nam z zasady obce.


Upalna szajba

Letni modus vivendi Chóru UW w postaci zagranicznego tournee sprawdza się od lat. Nasza muzyka trafia do pataców i pod strzechy. W ostatnich latach śpiewaliśmy w Moskwie, Petersburgu, Berlinie czy Las Palmas. Teraz wzięliśmy się za nieco mniejsze i małe skupiska ludzkie w północnych Wtoszech, a wszystko zaczęło się w Weronie.
Raz mi pot zalewał oczy, bo spędzatem lato w mieście, gdzie normalnie nas zaskoczył upal, stopni ze 40, śpiewa w swojej Szajbie Wojciech Mtynarski. Upał w Weronie na przełomie czerwca i lipca to normalna sprawa, jednak w tym roku miasto nad Adygą zaskoczyło wszystkich. Niemiłosierny skwar, pod którego potęgą padali nawet Włosi, powodował, że najlepszym sposobem przetrwania było... słodkie nieróbstwo.
Owszem, Werona ma liczące prawie 2000 lat Arenę i Teatro Romano, na Piazza dei Signori można podziwiać pomnik Dantego, to tutaj przyjezdni udają się do domu Julii Capuletti, by pod romantycznym balkonikiem dotknąć nagiej, mocno wytartej piersi najsłynniejszej kochanki w historii literatury. Można w Weronie przechadzać się średniowiecznymi i renesansowymi uliczkami, powierzyć Julii swoje miłosne życzenia, przebierać do woli w przecudnych straganach z pamiątkami, kanapkami i owocami na Piazza dell'Erbe, ale można też oddać się słodkiemu nieróbstwu. Przy zachowaniu przyzwoitego minimum zwiedzania, chóralne dolce far niente ograniczyło się do miejskiego basenu i długiego nicnierobienia w zacienionym ogrodzie schroniska, które było w Weronie naszym lokum.

Mr Rules

Mieliśmy nad Adygą wspaniałych gospodarzy - miejscowy chór La Scatola Armonica. Nauczyciele, bankowcy, przyjaciele z czasów studiów tworzą zespół kochający śpiew. Nas znaleźli w Internecie i zaprosili do siebie. Pierwszego wieczora zostaliśmy przyjęci kolacją w rezydencji signor Adelino, ojca dziewięciorga dzieci, spośród których dwójka czynnie udziela się w La Scatola. Nestor rodu pełnił rolę honorowego gospodarza tego garden party, a do dyspozycji obok suto zastawionych stołów w ogrodzie pozostawił nam pięknie oświetlony odkryty basen. O kąpieli w scenerii rodem z hollywoodzkich willi marzył każdy z nas, ale dopiero odważna koleżanka Anna z altów jako pierwsza wskoczyła do wody, czym dała impuls całej reszcie. Wczesnym wieczorem niemal wszyscy znaleźliśmy się w basenie, z którego daliśmy naszym gospodarzom wodny koncert. Miał Haendel swoją Muzykę na wodzie, mamy i my. Signor Adelino promieniał z radości.
Po tym niesamowitym przyjęciu udaliśmy się do schroniska, by piękno wieczora zamienić w piękno nocy. Włoskie bello di notte chcieliśmy, jakże by inaczej, kontynuować w ogrodzie na terenie naszej posesji. Nie było nam to jednak dane, bo zasady są zasadami. Ledwo co rozłożyliśmy się na trawie, rozpoczęliśmy rozmowy i wino, kiedy równo o północy zjawił się stróż obiektu, który wtoską angielszczyzną stwierdził: Rules are rules. You must sleep now. Graliśmy na zwłokę, ucichliśmy, licząc na to, że Mr Rules odpuści. Nic z tych rzeczy. Dzień później stoczyliśmy podobny bój z naszym Rulesem, ale o dziwo tym razem wtoski stróż porządku zezwoli) nam biesiadować do woli.

Lekkie koncerty

Wyjazd do Wtoch okrasiliśmy czterema udanymi koncertami. Można byto usłyszeć Akademicki z Warszawy w kościele św. Tomasza w Weronie, w kościołach w Mel i Thiene, a także na otwartym powietrzu - w Villa Cornaro niedaleko miasta Grappa, gdzie produkuje się najbardziej znany włoski mocny trunek. Koncertom tym nie towarzyszyła presja, jaką czuliśmy miesiąc wcześniej podczas konkursów w Legnicy i Hajnówce. Koncerty we Włoszech miały być dla nas przysłowiowym kwiatkiem do kożucha po udanym sezonie artystycznym 2004/2005 (2. miejsce w Legnicy i 1. w Hajnówce). Z jednej strony byty przyjemnością, nagrodą, ozdobą wakacyjnego wyjazdu, z drugiej jednak towarzyszyć im musiała należyta koncentracja, artystyczny klimat, chęć i gotowość dania z siebie pełnej palety wokalnych umiejętności i talentu. Trzeba było zapomnieć o tym, że wyjazd do Włoch to kanikuła, że przyjemny 'lajcik' trwa w najlepsze - trzeba było zostawić w sercach słuchaczy jak najlepsze wrażenia. W końcu tak, jak w sporcie, tak i w sztuce noblesse oblige. Wnosząc po reakcji publiczności, spisaliśmy się na medal. Włochom bardzo przypadły do gustu polskie utwory ludowe Pado dysc i Pragną ocki Stanisława Wiechowicza, zachwycili się prawosławnym Bogorodice djewo Rachmaninowa, z uwagą słuchali współczesnego Cantus Gloriosus Józefa Świdra, a wyjątkową frajdę sprawił im wykonany przez nasze znakomite męskie głosy kanon Viva tutte te vezzose.

Wyśpiewane wino

Skoro Italia, to śpiew i wino. Po koncertach gospodarze zapraszali nas na przeciągające się do później nocy kolacje, podawane pod wspólnym mianownikiem pasty i wina. Dolce vita, chciałoby się westchnąć na wspomnienie tych pięknych chwil.
Skoro Włochy, to oczywiście też Wenecja. To wyjątkowe miasto odwiedziliśmy już po występach artystycznych, ale śpiewania wciąż nam byto mato. Jak Wenecja, to Piazza San Marco, gdzie tłoczą się turyści, by zobaczyć Bazylikę i Pałac Dożów. Turyści mogli tam także usłyszeć Chór z Warszawy. Ktoś z nas wpadł na pomysl spontanicznego koncertu na ulicy. Natychmiast znalazła się jakaś czapka, która w trakcie całkiem obszernego live performance na ulicach i placach Wenecji przyjęta dobrych kilkadziesiąt euro. Nie jesteśmy od tego, by nie zaśpiewać, nie jesteśmy też od tego, by za ten śpiew nie wychylić kusztyczka, czy dwóch. Za wyśpiewane pieniążki nabyliśmy włoskie wina, na które chętni znaleźli się już w drodze z Wenecji do Pragi. W stolicy Czech czasu starczyło jedynie na krótkie nocne zwiedzanie i małe śpiewanie do kapelusza. Myślami byliśmy już w Polsce, a może jeszcze dalej, w baskijskiej Tolosie, gdzie na przełomie października i listopada weźmiemy udział w Międzynarodowym Konkursie Chóralnym.
Wiochy 2005 zawsze będą nam, ludziom z Chóru Akademickiego UW, kojarzyć się z udanymi wakacjami, słońcem, kąpielą w cieptym jak zupa jeziorze Garda i przede wszystkim ze znakomitą atmosferą w grupie, którą tworzymy. To było 10 dni słodkiego miłego życia. Bez chłodu, gtodu i innych takich.
Autor od lat śpiewa basem w Akademickim Chórze Uniwersytetu Warszawskiego
Wszystkich, którzy czytając powyższe, poczuli chęć dołączenia do naszego zespotu i przeżycia kolejnych pasjonujących koncertów i wyjazdów, zapraszamy na przesłuchania 11,12,14 i 18 października w godz. 17-20 w gmachu Wydziału Geologii przy ul. Żwirki i Wigury 93, II piętro, p. 2147. Szczegółowe informacje www.chor.uw.edu.pl

© Uniwersytet Warszawski, Krakowskie Przedmieście 26/28, 00-927 Warszawa, tel. (centrala) +48 22 552 00 00, NIP 525-001-12-66
Wszelkie prawa zastrzeżone. Webmaster  Rzecznik prasowy  Administrator