|
[Drukuj]
Krzysztof Laskowski
Przewodniczący Komisji Zakładowej
NSZZ "Solidarność"
Uniwersytetu Warszawskiego
NSZZ "Solidarność"
Uniwersytetu Warszawskiego 1980-2005
Był sierpień 1980 r., delegacja pracowników
Uniwersytetu Warszawskiego odwiedzita
strajkujących w Gdańsku stoczniowców.
Wielu z nas przerwato urlopy, wróciliśmy
do Warszawy zakładać nowe związki zawodowe.
W tym pierwszym okresie, dyskusja
w środowisku akademickim miata odpowiedzieć
na pytanie: jakie związki? Czy będzie
to związek branżowy, pracowników nauki,
techniki, oświaty, czy będziemy ogniwem
jednej, ogólnokrajowej "Solidarności".
Wybraliśmy "Solidarność", Komisja Zaktadowa
Uniwersytetu Warszawskiego zostata
zarejestrowana w Regionie Mazowsze
z numerem 2 (po Ursusie). Spontanicznie
powstają tymczasowe, wydziałowe władze
związku, a wraz z rozpoczęciem nowego roku
akademickiego przystąpiliśmy do wyborów
oficjalnych wtadz NSZZ "Solidarność"
UW.
Na moim wydziale (W. Geologii) zebranie
wyborcze odbyto się 3 października
1980 r, do związku wstąpiło 248 osób (75
% wszystkich zatrudnionych). Delegaci wydziałowi
na walne zebranie NSZZ "Solidarność"
Uniwersytetu Warszawskiego spotkali
się 20 grudnia 1980 r. Wtedy wybraliśmy
pierwszą Komisję Zakładową oraz jej Prezydium.
Przewodniczącym Komisji został Maciej
Geller, a w jej prezydium znaleźli się: Janusz
Grzelak, Waldemar Jakubiak, Aleksandra
Jaworowska, Stanisław Krukowski, Stanisław
Kulisz, Krzysztof Laskowski, Janusz
Onyszkiewicz, Tomasz Stankiewicz, Tomasz
Umiński i Jerzy Wocial. Później były wybory
uzupełniające i skład Komisji został wzmocniony
(o ile dobrze pamiętam) m.in. przez
Elżbietę Bartochę, Macieja Jankowskiego.
Komisja Zakładowa była duża, 40-osobowa,
w jej składzie wielu, powszechnie szanowanych
przez środowisko osób, zasłużonych
dla Uniwersytetu Warszawskiego. W takim
zestawieniu personalnym władze związkowe
pracowały do 13 grudnia 1981 r.
To były "szalone czasy", uczyliśmy się
demokracji, szukaliśmy swojego miejsca
w życiu uczelni, organizowaliśmy związek,
ale to, co najbardziej zapamiętałem - to długie,
spontaniczne dyskusje i spory, prowadzone
w taki sposób, który zbliżał nas
do siebie, a nie dzielił (wtedy to było możliwe).
Zajmowaliśmy się wszystkim, od wypracowania
standardów naszej obecności
w środowisku akademickim, poprzez sprawy
socjalne, do organizowania różnorodnych
protestów i strajków. Rektorem Uniwersytetu
Warszawskiego był wtedy prof. dr
hab. Henryk Samsonowicz, rozumiał nasze
rozterki, potrafił otworzyć się na dyskusję
z nami, angażował się w nasze problemy
i starał się nam pomóc.
Kilka szczegółów z tamtego okresu.
Ustawa o szkolnictwie wyższym, trzeba było
ją zmienić, mieliśmy własny projekt (Janusz
Grzelak, Teresa Dąbek-Wirgowa, Michał Nawrocki).
Rozliczenie z przeszłością, ocena
marca 1968 r., przywrócenie do pracy
niesłusznie zwolnionych (Komisja Tomka
Stankiewicza). Współpraca ze środowiskiem
studenckim, wspólna sesja marcowa,
wspólne akcje protestacyjne (Krzysztof Laskowski,
Jerzy Wocial) i sprawy socjalne
oraz organizacyjne, spoczywające na "barkach"
Pań (Ola Jaworowska, Krysia Parowska),
itd., itd. Było dużo protestów i strajków,
a to w sprawie "wolnych sobót", przy rejestracji
naszego związku, związku rolników
indywidualnych, NZS-u, w sprawie bydgoskiej,
WSI Radom, szkoły pożarnictwa, strajki
studentów i wiele innych.
Te akcje w naszym imieniu i przy naszej
pomocy organizowali Maciek Jankowski
i Tomek Miński, wprowadzając związek
w stan ciągłego pogotowia strajkowego.
Niedzielę 13 grudnia 1981 r. spędziłem
na Krakowskim Przedmieściu. Nie będę opisywać
myśli i nastrojów, które mi towarzyszyły
tamtego dnia, spróbuję przypomnieć
sobie co robiliśmy. Powołaliśmy komitet
strajkowy (studenci też), zorganizowaliśmy
biuro informacji, drukowaliśmy ulotki, rozmawialiśmy
z Rektorem, wysłaliśmy "zwiad"
do zakładów pracy, inną delegację do ks.
Józefa Maja, chowaliśmy dokumentację Komisji
Zakładowej. Pierwsza strata, ZOMO zabrało
studenta z ulotkami, pamiętam nazwisko
Kruk Roland z Wydziału Geografii. Kolejne
spotkanie z Rektorem i decyzja o wiecu
uniwersyteckim w poniedziałek. Pierwsza lista
internowanych pracowników i studentów
Uniwersytetu. Komitet Strajkowy ma zezwolenie
na stały pobyt w Pałacu Kazimierzowskim,
zostajemy na noc, robi się cicho,
smutno, za ogrodzeniem ZOMO, a my "czyścimy" lokal związkowy, omawiamy struktury
organizującego się tajnego związku.
W pogotowiu strajkowym pozostajemy
przez kilka dni, w końcu dostajemy informację,
że Uniwersytet będzie pacyfikowany
- idziemy do domów.
Stan wojenny nie przerwał pracy związku,
powstały tajne komisje, zorganizowaliśmy
sieć łączności i kolportażu, zbieraliśmy
składki, wypłacaliśmy zapomogi, organizowaliśmy
różnego typu akcje sprzeciwu. Wiemy,
z pracy Joanny Mantel-Niećko (1991) pt.
"Uniwersytet - próba sił" (Wydawnictwa
UW), że około 450 studentów i pracowników
naszej uczelni było obiektem represyjnych
działań władz stanu wojennego. Internowania,
areszty, kolegia, rewizje i przesłuchania
- to było nasze doświadczenie z tego okresu.
Wiedza o tym co zrobiliśmy do dzisiaj
jest małą - udział naszych pracowników
w grupach oporu MRKS-u, Visa czy Woli, organizowanie
pierwszego radia "Solidarność"
(audycja na Rakowieckiej), podziemne
wydawnictwa - tam wszędzie byli nasi
koledzy.
I przyszedł rok 1989, okazało się, że wysiłek
ten zaowocował "okrągłym stotem",
sejmem kontraktowym, a w końcu demokracją
i wolnością - i to nie tylko naszą.
W czerwcu 1989 r. NSZZ "Solidarność"
powróciła do jawnej działalności. Nie wszyscy
powrócili do nas. W zmienionych realiach
politycznych i spoteczno-gospodarczych
pojawiły się nowe problemy: bezrobocie,
społeczne koszty przekształceń, system
finansowania nauki i szkolnictwa wyższego,
otwarcie uczelni na uczących się, itp. Komisja
Zakładowa NSZZ "Solidarność" Uniwersytetu
Warszawskiego podjęła nowe wyzwanie,
w działaniu kierując się starymi zasadami,
opartymi na jawności związku, na właściwym
nam wszystkim poszanowaniu
prawdy, na działaniach wynikających z solidaryzmu
społecznego. Tego przestrzegali
kolejni przewodniczący: Henryk Woźniakowski,
Krzysztof Zboiński, Krzysztof Laskowski.
Obecnie w związku mamy około 900
członków, reprezentantów wszystkich funkcji
uniwersyteckich, od profesorów do pracowników
personelu pomocniczego i administracji.
Mamy świadomość, że jesteśmy
jedną z największych organizacji społecznych
w strukturach Uniwersytetu.
My, związkowcy NSZZ "Solidarność" jesteśmy
dumni z tego co zrobiliśmy, mamy
poczucie "służby w dobrej sprawie", być
może wynika to z pytania, na które nie mamy
odpowiedzi; ale wiemy, że warto je zadać:
gdzie byśmy dzisiaj byli, gdyby nie
"Solidarność"?
Ostatnio o związku najczęściej publicznie
mówią Ci, którzy z nami nie wytrwali, lub
tacy, którzy nas nie lubią, tworząc często jego
zafałszowany wizerunek, by być bliżej
prawdy wystarczy przyjąć za pewnik, że
priorytetem w naszej działalności jest człowiek,
a nasze stanowiska są wypracowane
demokratycznie. Przeciętny działacz związkowy
w Komisji Zakładowej poświęca na nasze
problemy około 300 godzin rocznie,
a przez 25 lat - 7,5 tysiąca godzin. To warto
wiedzieć.
Nasza Komisja Zakładowa ma szczęście.
Działamy w środowisku, które przez
całe ćwierćwiecze było nam życzliwe, gdzie
argumenty i dyskusje przesądzają o przyjętych
rozwiązaniach. Władza Uczelni, jej Senat,
organizacje studenckie, Związek Nauczycielstwa
Polskiego, pracownicy, okazali
nam wielokrotnie wsparcie, byli też cierpliwi
i wyrozumiali dyskutując nasze postulaty,
tworzyli wyjątkowo sprzyjające warunki dla
naszej pracy i za to wszystko, całej rodzinie
akademickiej w 25-lecie naszego istnienia
serdecznie dziękujemy.
|