|
[Drukuj]
Uniwersytet dziękuje
Za tę chwilę pełną śmierci dziwnej,
która w wieczność niezmierną optywa,
za dotknięcie dalekiego żaru,
w którym ogród gtęboki omdlewa.
Zmieszały się chwila i wieczność,
kropla morze objęta -
opada cisza słoneczna
w głębinę tego zalewu.
Czyż życie jest falą podziwu, falą wyższą niż śmierć?
Dno ciszy, zatoka zalewu - samotna ludzka pierś.
Stamtąd żeglując w niebo
kiedy wychylisz się z lodu,
miesza się szczebiot
dziecięcy - i podziw.
Karol Wojtyła
Joanna Wojtczak
Piotr Dopierata
"Uniwersytet Warszawski dziękuje Ci Ojcze Święty"
czyli studenci Uniwersytetu Warszawskiego podczas
uroczystości pogrzebowych Jana Pawła II
Jan Pawet II odchodzi. Przez ostatnie kilka
dni cata Polska w napięciu i modlitwie
oczekiwała na oficjalne wiadomości z Watykanu.
Wszyscy żyli nadzieją na polepszenie
się stanu zdrowia najznakomitszego z Polaków.
Dla wielu, szczególnie dla nas młodych,
Jan Pawet II byt jedynym znanym Papieżem.
Jego śmierć tączyta się z wielkim lękiem
i ogromną niepewnością. Wielu z nas
zadawało sobie wówczas pytanie: Jak nasze
życie będzie wyglądało wtedy, kiedy
Go już nie będzie? Ojciec Święty byt dla
nas bowiem nieocenionym wyznacznikiem,
drogowskazem i autorytetem.
Gdy tylko okazało się, że wielki pontyfikat
Ojca Świętego nieodwracalnie dobiega
końca bytem pewien, że muszę oddać Mu
ostatni hołd.
W trakcie tych kilku dni we wszystkich
kościotach na terenie catej Polski odbywały
się msze w intencji Jana Pawta II. Tak samo
było w Warszawie. Największa z nich odbyta
się na Placu Pitsudskiego. To właśnie tu,
gdzie w 1979 r. Jan Pawet II odprawił mszę
podczas swej pierwszej pielgrzymki do Polski,
zrodził się w mojej głowie plan zorganizowania
wyjazdu do Watykanu. Moim pomysłem
podzieliłem się z paroma znajomymi,
z którymi wspólnie uczestniczyliśmy w
niedzielnej mszy żałobnej. Zapewne wszystko
skończyłoby się tylko na pomyśle, gdyby
nie to, iż w poniedziałek od samego rana
zaczęły zgłaszać się do mnie osoby zainteresowane
wyjazdem. Zastanawiałem się
skąd tylu ludzi o tym wie ??? Ostatecznie
przekonał mnie telefon jednej z osób żywo
zainteresowanych wyjazdem, od której usłyszałem
w słuchawce: "Piotrze, jeżeli ktoś na
Uniwersytecie miałby organizować taki wyjazd,
to na pewno będziesz to ty, dlatego
dzwonię". Ten jeden telefon zmotywował
mnie do dalszej pracy, a zarazem potwierdził
słuszność pomystu.
W ciągu niespełna kilku godzin udało mi
się zorganizować transport i przekonać najwyższe
wtadze naszej Uczelni do sfinansowania
tego wyjazdu. Otrzymane w ten sposób
fundusze umożliwiły mi wynajęcie autokaru
dla 50-osobowej delegacji studentów. O
załatwieniu jakichkolwiek noclegów nie byto
już wtedy właściwie mowy. W promieniu kilkunastu
kilometrów od Rzymu brak byto jakichkolwiek
wolnych miejsc noclegowych
(przynajmniej tak zapewniały nas media).
Osób chętnych na wyjazd ciągle przybywało,
a czas naglit. W związku z nadmiarem
pracy bytem zmuszony zrezygnować z zajęć.
Trzeba byto dopiąć wszystko na ostatni
guzik: zamknąć listę osób jadących, zebrać
od nich dane niezbędne do ubezpieczenia
oraz wytyczyć najszybszą i najkrótszą trasę.
Jednym stowem kolejna zarwana noc. Media
caty czas "bombardowały" nas informacjami
o kłopotach z dojazdem do Rzymu i
brakiem miejsc noclegowych, lecz nie zwracałem
na to uwagi i przygotowania trwały
nadal. Wtorkowa msza żałobna na Placu Pitsudskiego
pozwoliła mi wyciszyć się przed
środową podróżą.
Wreszcie nadszedł dzień wyjazdu. W
środę okoto godziny 15.00 wyruszyliśmy z
Dużego Dziedzińca Uniwersytetu. Cała podróż
przebiegała bardzo spokojnie. Niepokoiły
nas tylko wiadomości dochodzące od
bliskich, którzy pozostali w Polsce. Media
ciągle podawały, że pielgrzymi zatrzymują
się już kilkadziesiąt kilometrów od Rzymu,
że są potworne korki i najlepiej byłoby zrezygnować
z dalszej podróży. Pomimo tych
niepokojących informacji jechaliśmy dalej.
Po blisko 30 godzinach podróży dotarliśmy
wreszcie do celu. Ku naszemu zdziwieniu
nie tylko udało nam się wjechać do miasta,
ale także znaleźliśmy prawie pusty parking
przygotowany na przyjęcie ogromnej rzeszy
pielgrzymów. Znajdowaliśmy się na parkingu
"Saxa Rubra" - tylko kilkanaście minut
drogi od Placu Św. Piotra. Od razu postanowiliśmy
ruszyć na Plac. W jego pobliże okoto
godziny 22.00 dowiózł nas bezpłatny autobus.
Włosi byli przygotowani do przyjęcia
kilku milionów pielgrzymów z całego świata,
lecz gdzie się nie obejrzeliśmy wszędzie byli
Polacy. Władze miasta przygotowały
wszystko nieomal perfekcyjnie - wszędzie
pełno służb mundurowych, doskonale zorganizowano
zaplecze medyczne i socjalne.
Za darmo rozdawana była woda, koce a nawet
coś ciepłego do jedzenia. Rozdzieliliśmy
się na dwie grupy - jedna znalazła
świetne miejsce przy ogromnym telebimie -
kilkaset metrów od Bazyliki Św. Piotra, zaś
pozostali postanowili przedostać się bezpośrednio
na Plac Św. Piotra. Do uroczystości
pogrzebowych pozostało jeszcze kilkanaście
godzin nocnego czuwania. Większość
pielgrzymów, w tym także my, była tak zmęczona
długą podróżą, że nie zważając na
wszelkie niedogodności, rozłożyła się w śpiworach
na chodnikach wzdłuż ulic. Byt taki
ścisk, że właściwie nie dato się normalnie
chodzić po ulicach. Wyjątek stanowiły główne
arterie, którymi jeździły karetki do pobliskiego
szpitala polowego.
Od wczesnych godzin porannych na
Plac, jak również w jego pobliże, zaczęły
przybywać kolejne rzesze wiernych. Cate
miasto zaczęło powoli wypełniać się ludźmi
z niemal całego świata. Jednak w tym dniu
Rzym stał się tak naprawdę polskim miastem,
bowiem we wszystkich sektorach
dumnie powiewały biato-czerwone flagi i
liczne transparenty z polskimi napisami.
Wśród nich znajdował się też i nasz uniwersytecki
transparent z napisem: "Uniwersytet
Warszawski dziękuje Ci Ojcze Święty". Byt
to jeden z największych transparentów w
okolicy, dlatego budził on powszechne zainteresowanie
nie tylko Polaków, ale również
Wtochów oraz pielgrzymów z całego świata.
Po wyczerpującej podróży i nocy spędzonej
na ulicach Rzymu cata nasza grupa
powoli przygotowywała się do ceremonii.
Pomimo chłodnego poranka założyliśmy
uniwersyteckie koszulki i oczekiwaliśmy w
skupieniu. Wszyscy milczeli, zjednoczeni w
bólu i szacunku wobec majestatu Ojca
Świętego. Byliśmy dumni, że mogliśmy znaleźć
się praktycznie w samym centrum tego
najważniejszego światowego wydarzenia.
Uroczystość rozpoczęta się o godzinie
10.00. Mszę prowadził kardynał Joseph Ratzinger.
Cata liturgia odprawiana byta po łacinie,
zaś rozgłośnie radiowe na bieżąco tłumaczyły
ją na różne języki, w tym także język
polski. Wszyscy pogrążeni byli w głębokiej
modlitwie. Wydaje mi się, że najbardziej
wzruszającym momentem byto wyniesienie
trumny na Plac oraz moment, w którym wiatr
przewracając kartki ewangeliarza pozostawionego
na trumnie Papieża - w końcu go
zamknąt. Każdy z nas przeżywał catą uroczystość
na swój sposób, dla wielu miata
ona symboliczne znaczenie. Nikt nie wstydził
się tez, ani też otwartej głośnej modlitwy.
Większość pielgrzymów była smutna, ale
słowa homilii podnosiły wszystkich na duchu.
Przecież Papież stoi teraz w oknie domu
Ojca, patrzy na nas i nam wszystkim
błogosławi. Do większości te słowa jednak
nie docierały i coraz bardziej pogrążali się
w smutku. Dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego
Ojciec Święty pomimo zaawansowanego
wieku i choroby w dalszym ciągu pragnął
pełnić swoją misję. Pokazał nam w ten
sposób, że cierpienie uszlachetnia i nie należy
się go wstydzić. Przypomniałem sobie,
jak po zabiegu tracheotomii ukazał się publicznie
w oknie swojego apartamentu i bezskutecznie
usiłował przemówić do wiernych.
Cierpiał. Jednak Jego cierpienie przyniosło
owoce. Dziesiątki milionów wiernych na całym
świecie oddało Mu hołd, a w tym setki
tysięcy młodych ludzi zgromadzonych tego
dnia w Rzymie. Wszyscy i tym razem spoglądali
w okno, z którego Jan Paweł II przez
tyle lat przemawiał do pielgrzymów - jednakże
tym razem było ono puste.
Jak się później okazało jedna z naszych
grup, która udała się bezpośrednio na Plac
Św. Piotra bez problemu się na niego dostała.
Jak widać władze Rzymu wolały "dmuchać
na zimne", celowo zniechęcając pielgrzymów
do przedostawania się w okolice
Bazyliki Św. Piotra.
Cała uroczystość zakończyła się około
godziny 14.00. Byliśmy naprawdę zmęczeni,
gdyż na Placu przebywaliśmy już od wielu,
wielu godzin. Mimo to, tuż po zakończeniu
uroczystości pogrzebowej, udaliśmy się na
szybkie zwiedzanie Rzymu. Mieliśmy na to
niestety tylko kilka godzin. W tak krótkim
czasie udało nam się zwiedzić największe
zabytki Rzymu, a więc Forum Romanum i
rzymskie Koloseum. Zrobiły one na nas
ogromne wrażenie. Gdzie tylko się obejrzeliśmy
- na wszystkich ulicach - powiewały
biało-czerwone flagi, a o drogę łatwiej było
zapytać się po polsku, niż po włosku czy angielsku.
Ci którym nie udało się dostać na
Plac Św. Piotra w trakcie uroczystości pogrzebowych
mieli okazję wrócić tam kilka
godzin później. Po pielgrzymach została tylko
góra śmieci. Tu i tam poruszały się jeszcze
małe grupki ludzi. Widocznie pogoda
zniechęciła przyjezdnych do pieszych wędrówek
po mieście. Późnym popołudniem
rzęsisty deszcz zmusił wszystkich do powrotu
do autokaru. W godzinach wieczornych,
około godziny 22.00, ruszyliśmy w drogę
powrotną. W planach mieliśmy jeszcze postój
w Wenecji, lecz ulewny deszcz skutecznie
pokrzyżował nam plany. Po drodze zatrzymaliśmy
się jeszcze w małej miejscowości
Udine, gdzie udało nam się wreszcie
zjeść pierwszy od trzech dni gorący posiłek.
W Rzymie ceny wszystkich produktów i
usług, pomimo próśb tamtejszych władz,
wzrosły nawet o kilkaset procent. Po tej kilkugodzinnej
przerwie ruszyliśmy w dalszą
drogę. Wbrew oczekiwaniom wszystkich -
czas mijał nam bardzo szybko. W niedzielę
około godziny 11.00 byliśmy z powrotem na
Uniwersytecie.
Chciałbym bardzo serdecznie podziękować
Jego Magnificencji Rektorowi UW prof.
Piotrowi Węgleńskiemu, Pani Prorektor do
spraw finansowych i polityki kadrowej prof.
Katarzynie Chałasińskiej-Macukow oraz Zarządowi
Samorządu Studentów UW za pomoc
w sfinansowaniu tego wyjazdu. Podziękowania
należą się także kierownikowi Biura
Informacji i Promocji UW-Arturowi Lompartowi
za wktad w przygotowanie należytej
oprawy naszego wyjazdu.
|