Uniwersytet Warszawski
STRONA GŁÓWNA ZAMÓWIENIA PUBLICZNE POCZTA WYCIECZKA MAPA SPIS PRACOWNIKÓW ENGLISH VERSION SZUKAJ
REKRUTACJA O UNIWERSYTECIE OSIĄGNIĘCIA WYDARZENIA OGŁOSZENIA DLA KANDYDATÓW DLA STUDENTÓW DLA ABSOLWENTÓW STUDIA PODYPLOMOWE STUDIA DOKTORANCKIE DLA PRACOWNIKÓW PRACA NA UW DLA PRASY
jakosc UNICA
UNIWERSYTET OTWARTY BIBLIOTEKA UNIWERSYTECKA KULTURA.UW RADIO KAMPUS AKADEMICKA TELEWIZJA NAUKOWA (ATVN) WYDAWNICTWA UW KSIĘGARNIA LIBER UNIWERSYTECKI OŚRODEK TRANSFERU TECHNOLOGII CENTRUM SPORTU I REKREACJI UW INTERNET PUBLIKACJE PISMO UCZELNI
[Drukuj]

Uniwersytet dziękuje
Za tę chwilę pełną śmierci dziwnej,
która w wieczność niezmierną optywa,
za dotknięcie dalekiego żaru,
w którym ogród gtęboki omdlewa.
Zmieszały się chwila i wieczność,
kropla morze objęta -
opada cisza słoneczna
w głębinę tego zalewu.

Czyż życie jest falą podziwu, falą wyższą niż śmierć?
Dno ciszy, zatoka zalewu - samotna ludzka pierś.
Stamtąd żeglując w niebo
kiedy wychylisz się z lodu,
miesza się szczebiot
dziecięcy - i podziw.
Karol Wojtyła


Joanna Wojtczak
Piotr Dopierata

"Uniwersytet Warszawski dziękuje Ci Ojcze Święty"
czyli studenci Uniwersytetu Warszawskiego podczas
uroczystości pogrzebowych Jana Pawła II


    Jan Pawet II odchodzi. Przez ostatnie kilka dni cata Polska w napięciu i modlitwie oczekiwała na oficjalne wiadomości z Watykanu. Wszyscy żyli nadzieją na polepszenie się stanu zdrowia najznakomitszego z Polaków. Dla wielu, szczególnie dla nas młodych, Jan Pawet II byt jedynym znanym Papieżem. Jego śmierć tączyta się z wielkim lękiem i ogromną niepewnością. Wielu z nas zadawało sobie wówczas pytanie: Jak nasze życie będzie wyglądało wtedy, kiedy Go już nie będzie? Ojciec Święty byt dla nas bowiem nieocenionym wyznacznikiem, drogowskazem i autorytetem. Gdy tylko okazało się, że wielki pontyfikat Ojca Świętego nieodwracalnie dobiega końca bytem pewien, że muszę oddać Mu ostatni hołd.
    W trakcie tych kilku dni we wszystkich kościotach na terenie catej Polski odbywały się msze w intencji Jana Pawta II. Tak samo było w Warszawie. Największa z nich odbyta się na Placu Pitsudskiego. To właśnie tu, gdzie w 1979 r. Jan Pawet II odprawił mszę podczas swej pierwszej pielgrzymki do Polski, zrodził się w mojej głowie plan zorganizowania wyjazdu do Watykanu. Moim pomysłem podzieliłem się z paroma znajomymi, z którymi wspólnie uczestniczyliśmy w niedzielnej mszy żałobnej. Zapewne wszystko skończyłoby się tylko na pomyśle, gdyby nie to, iż w poniedziałek od samego rana zaczęły zgłaszać się do mnie osoby zainteresowane wyjazdem. Zastanawiałem się skąd tylu ludzi o tym wie ??? Ostatecznie przekonał mnie telefon jednej z osób żywo zainteresowanych wyjazdem, od której usłyszałem w słuchawce: "Piotrze, jeżeli ktoś na Uniwersytecie miałby organizować taki wyjazd, to na pewno będziesz to ty, dlatego dzwonię". Ten jeden telefon zmotywował mnie do dalszej pracy, a zarazem potwierdził słuszność pomystu.
    W ciągu niespełna kilku godzin udało mi się zorganizować transport i przekonać najwyższe wtadze naszej Uczelni do sfinansowania tego wyjazdu. Otrzymane w ten sposób fundusze umożliwiły mi wynajęcie autokaru dla 50-osobowej delegacji studentów. O załatwieniu jakichkolwiek noclegów nie byto już wtedy właściwie mowy. W promieniu kilkunastu kilometrów od Rzymu brak byto jakichkolwiek wolnych miejsc noclegowych (przynajmniej tak zapewniały nas media).

    Osób chętnych na wyjazd ciągle przybywało, a czas naglit. W związku z nadmiarem pracy bytem zmuszony zrezygnować z zajęć. Trzeba byto dopiąć wszystko na ostatni guzik: zamknąć listę osób jadących, zebrać od nich dane niezbędne do ubezpieczenia oraz wytyczyć najszybszą i najkrótszą trasę. Jednym stowem kolejna zarwana noc. Media caty czas "bombardowały" nas informacjami o kłopotach z dojazdem do Rzymu i brakiem miejsc noclegowych, lecz nie zwracałem na to uwagi i przygotowania trwały nadal. Wtorkowa msza żałobna na Placu Pitsudskiego pozwoliła mi wyciszyć się przed środową podróżą.

    Wreszcie nadszedł dzień wyjazdu. W środę okoto godziny 15.00 wyruszyliśmy z Dużego Dziedzińca Uniwersytetu. Cała podróż przebiegała bardzo spokojnie. Niepokoiły nas tylko wiadomości dochodzące od bliskich, którzy pozostali w Polsce. Media ciągle podawały, że pielgrzymi zatrzymują się już kilkadziesiąt kilometrów od Rzymu, że są potworne korki i najlepiej byłoby zrezygnować z dalszej podróży. Pomimo tych niepokojących informacji jechaliśmy dalej. Po blisko 30 godzinach podróży dotarliśmy wreszcie do celu. Ku naszemu zdziwieniu nie tylko udało nam się wjechać do miasta, ale także znaleźliśmy prawie pusty parking przygotowany na przyjęcie ogromnej rzeszy pielgrzymów. Znajdowaliśmy się na parkingu "Saxa Rubra" - tylko kilkanaście minut drogi od Placu Św. Piotra. Od razu postanowiliśmy ruszyć na Plac. W jego pobliże okoto godziny 22.00 dowiózł nas bezpłatny autobus. Włosi byli przygotowani do przyjęcia kilku milionów pielgrzymów z całego świata, lecz gdzie się nie obejrzeliśmy wszędzie byli Polacy. Władze miasta przygotowały wszystko nieomal perfekcyjnie - wszędzie pełno służb mundurowych, doskonale zorganizowano zaplecze medyczne i socjalne. Za darmo rozdawana była woda, koce a nawet coś ciepłego do jedzenia. Rozdzieliliśmy się na dwie grupy - jedna znalazła świetne miejsce przy ogromnym telebimie - kilkaset metrów od Bazyliki Św. Piotra, zaś pozostali postanowili przedostać się bezpośrednio na Plac Św. Piotra. Do uroczystości pogrzebowych pozostało jeszcze kilkanaście godzin nocnego czuwania. Większość pielgrzymów, w tym także my, była tak zmęczona długą podróżą, że nie zważając na wszelkie niedogodności, rozłożyła się w śpiworach na chodnikach wzdłuż ulic. Byt taki ścisk, że właściwie nie dato się normalnie chodzić po ulicach. Wyjątek stanowiły główne arterie, którymi jeździły karetki do pobliskiego szpitala polowego.
    Od wczesnych godzin porannych na Plac, jak również w jego pobliże, zaczęły przybywać kolejne rzesze wiernych. Cate miasto zaczęło powoli wypełniać się ludźmi z niemal całego świata. Jednak w tym dniu Rzym stał się tak naprawdę polskim miastem, bowiem we wszystkich sektorach dumnie powiewały biato-czerwone flagi i liczne transparenty z polskimi napisami. Wśród nich znajdował się też i nasz uniwersytecki transparent z napisem: "Uniwersytet Warszawski dziękuje Ci Ojcze Święty". Byt to jeden z największych transparentów w okolicy, dlatego budził on powszechne zainteresowanie nie tylko Polaków, ale również Wtochów oraz pielgrzymów z całego świata.
    Po wyczerpującej podróży i nocy spędzonej na ulicach Rzymu cata nasza grupa powoli przygotowywała się do ceremonii. Pomimo chłodnego poranka założyliśmy uniwersyteckie koszulki i oczekiwaliśmy w skupieniu. Wszyscy milczeli, zjednoczeni w bólu i szacunku wobec majestatu Ojca Świętego. Byliśmy dumni, że mogliśmy znaleźć się praktycznie w samym centrum tego najważniejszego światowego wydarzenia.
    Uroczystość rozpoczęta się o godzinie 10.00. Mszę prowadził kardynał Joseph Ratzinger. Cata liturgia odprawiana byta po łacinie, zaś rozgłośnie radiowe na bieżąco tłumaczyły ją na różne języki, w tym także język polski. Wszyscy pogrążeni byli w głębokiej modlitwie. Wydaje mi się, że najbardziej wzruszającym momentem byto wyniesienie trumny na Plac oraz moment, w którym wiatr przewracając kartki ewangeliarza pozostawionego na trumnie Papieża - w końcu go zamknąt. Każdy z nas przeżywał catą uroczystość na swój sposób, dla wielu miata ona symboliczne znaczenie. Nikt nie wstydził się tez, ani też otwartej głośnej modlitwy. Większość pielgrzymów była smutna, ale słowa homilii podnosiły wszystkich na duchu. Przecież Papież stoi teraz w oknie domu Ojca, patrzy na nas i nam wszystkim błogosławi. Do większości te słowa jednak nie docierały i coraz bardziej pogrążali się w smutku. Dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego Ojciec Święty pomimo zaawansowanego wieku i choroby w dalszym ciągu pragnął pełnić swoją misję. Pokazał nam w ten sposób, że cierpienie uszlachetnia i nie należy się go wstydzić. Przypomniałem sobie, jak po zabiegu tracheotomii ukazał się publicznie w oknie swojego apartamentu i bezskutecznie usiłował przemówić do wiernych. Cierpiał. Jednak Jego cierpienie przyniosło owoce. Dziesiątki milionów wiernych na całym świecie oddało Mu hołd, a w tym setki tysięcy młodych ludzi zgromadzonych tego dnia w Rzymie. Wszyscy i tym razem spoglądali w okno, z którego Jan Paweł II przez tyle lat przemawiał do pielgrzymów - jednakże tym razem było ono puste.
    Jak się później okazało jedna z naszych grup, która udała się bezpośrednio na Plac Św. Piotra bez problemu się na niego dostała. Jak widać władze Rzymu wolały "dmuchać na zimne", celowo zniechęcając pielgrzymów do przedostawania się w okolice Bazyliki Św. Piotra.
    Cała uroczystość zakończyła się około godziny 14.00. Byliśmy naprawdę zmęczeni, gdyż na Placu przebywaliśmy już od wielu, wielu godzin. Mimo to, tuż po zakończeniu uroczystości pogrzebowej, udaliśmy się na szybkie zwiedzanie Rzymu. Mieliśmy na to niestety tylko kilka godzin. W tak krótkim czasie udało nam się zwiedzić największe zabytki Rzymu, a więc Forum Romanum i rzymskie Koloseum. Zrobiły one na nas ogromne wrażenie. Gdzie tylko się obejrzeliśmy - na wszystkich ulicach - powiewały biało-czerwone flagi, a o drogę łatwiej było zapytać się po polsku, niż po włosku czy angielsku. Ci którym nie udało się dostać na Plac Św. Piotra w trakcie uroczystości pogrzebowych mieli okazję wrócić tam kilka godzin później. Po pielgrzymach została tylko góra śmieci. Tu i tam poruszały się jeszcze małe grupki ludzi. Widocznie pogoda zniechęciła przyjezdnych do pieszych wędrówek po mieście. Późnym popołudniem rzęsisty deszcz zmusił wszystkich do powrotu do autokaru. W godzinach wieczornych, około godziny 22.00, ruszyliśmy w drogę powrotną. W planach mieliśmy jeszcze postój w Wenecji, lecz ulewny deszcz skutecznie pokrzyżował nam plany. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w małej miejscowości Udine, gdzie udało nam się wreszcie zjeść pierwszy od trzech dni gorący posiłek. W Rzymie ceny wszystkich produktów i usług, pomimo próśb tamtejszych władz, wzrosły nawet o kilkaset procent. Po tej kilkugodzinnej przerwie ruszyliśmy w dalszą drogę. Wbrew oczekiwaniom wszystkich - czas mijał nam bardzo szybko. W niedzielę około godziny 11.00 byliśmy z powrotem na Uniwersytecie.
    Chciałbym bardzo serdecznie podziękować Jego Magnificencji Rektorowi UW prof. Piotrowi Węgleńskiemu, Pani Prorektor do spraw finansowych i polityki kadrowej prof. Katarzynie Chałasińskiej-Macukow oraz Zarządowi Samorządu Studentów UW za pomoc w sfinansowaniu tego wyjazdu. Podziękowania należą się także kierownikowi Biura Informacji i Promocji UW-Arturowi Lompartowi za wktad w przygotowanie należytej oprawy naszego wyjazdu.


© Uniwersytet Warszawski, Krakowskie Przedmieście 26/28, 00-927 Warszawa, tel. (centrala) +48 22 552 00 00, NIP 525-001-12-66
Wszelkie prawa zastrzeżone. Webmaster  Rzecznik prasowy  Administrator