Uniwersytet Warszawski
STRONA GŁÓWNA ZAMÓWIENIA PUBLICZNE POCZTA WYCIECZKA MAPA SPIS PRACOWNIKÓW ENGLISH VERSION SZUKAJ
REKRUTACJA O UNIWERSYTECIE OSIĄGNIĘCIA WYDARZENIA OGŁOSZENIA DLA KANDYDATÓW DLA STUDENTÓW DLA ABSOLWENTÓW STUDIA PODYPLOMOWE STUDIA DOKTORANCKIE DLA PRACOWNIKÓW PRACA NA UW DLA PRASY
jakosc UNICA
UNIWERSYTET OTWARTY BIBLIOTEKA UNIWERSYTECKA KULTURA.UW RADIO KAMPUS AKADEMICKA TELEWIZJA NAUKOWA (ATVN) WYDAWNICTWA UW KSIĘGARNIA LIBER UNIWERSYTECKI OŚRODEK TRANSFERU TECHNOLOGII CENTRUM SPORTU I REKREACJI UW INTERNET PUBLIKACJE PISMO UCZELNI
[Drukuj]

Pomarańczowo na Krakowskim, czyli Uniwersytet Warszawski podczas pomarańczowej rewolucji na Ukrainie


Martyna Michalik
Wolna Ukraina


W połowie listopada na wydziałach Uniwersytetu Warszawskiego, najpierw nieśmiało, z czasem coraz odważniej, zaczęły pojawiać się pomarańczowe ulotki zapraszające studentów na manifestację wspierającą "obywateli Ukrainy w ich dążeniach do wolności i uczciwie działającego państwa" organizowaną przez "studentów warszawskich uczelni"- jak można było się dowiedzieć z ulotki, a także przeczytać na stronie internetowej, na którą owa odsyłała.


Na Ukrainie właśnie co ogłoszono wyniki pierwszej tury wyborów i nie tylko z Polski, ale z całego świata zaczęły napływać wyrazy niepokoju związane z kształtującą się tam sytuacją polityczną. Tym samym akcja podjęta przez warszawskich studentów była nie tylko odpowiedzią na powstające nastroje społeczne, ale także wpisała się w szerszy kontekst pomiędzy działaniami takimi jak list otwarty niemieckich studentów do władz Ukrainy, czy list sygnowany przez liderów Forum Polsko-Ukraińskiego solidaryzującymi się z działaczami opozycji ukraińskiej.

Demonstracja, zorganizowana przez inicjatywę studencką, później nazywaną od adresu strony internetowej "Wolna Ukraina", która odbyła się pod ambasadą Ukrainy w przededniu drugiej tury wyborów była ważnym głosem zabranym przez młodych Polaków w sprawie wyborów na Ukrainie. To, że organizatorzy sami siebie określali przede wszystkim jako "warszawskich studentów" nadało jej wyjątkowy akademicko-stołeczny wymiar.

Skąd takie określanie? "Na początku nas wszystkich, jako organizatorów tączyto tylko to, że wszyscy jesteśmy studentami"- wspomina Alicja Wotyńczyk - inicjatorka pierwszej manifestacji - "No i za nic nie chcieliśmy być łączeni z jakąkolwiek formacją polityczną. Chcieliśmy pokazać, że nam nikt tego nie zlecił, nie kazał. Robiliśmy to z potrzeby serca i rozumu."- dodaje z uśmiechem Ala - "Dla każdego z nas było to tak samo ważne, to co działo się na Ukrainie. Nie miało najmniejszego znaczenia, czy jednocześnie ktoś byt członkiem jakiejś organizacji, czy nie."

Wtedy nikt jeszcze nie mógł przypuszczać, że planowana akcja społeczna stanie się początkiem polskiego udziału w pomarańczowej rewolucji na Ukrainie.


Pomarańczowe ulotki po raz drugi pojawiły się na Uniwersytecie w poniedziałek, dwudziestego drugiego listopada. Centralna Komisja Wyborcza Ukrainy właśnie ogłosiła sfałszowane wyniki wyborów i ulotki apelowały o wzięcie udziału w, zwoływanej na szybko, demonstracji będącej aktem protestu przeciwko temu. Jeśli zastanowimy się przez chwilę okaże się, że już wtedy ruch zaczynał nabierać społecznego charakteru. O manifestacji organizatorzy zawiadamiali swoich znajomych głównie mailami i smsami. Ci zaś, często samorzutnie i odręcznie, w przeciągu kilkunastu minut, wykonywali krótkie informacje, które wieszali na swoich wydziałach. Nie było czasu na drukowanie plakatów, czy komunikaty prasowe. Środowisko akademickie tego dnia nie zawiodło. Pod ambasadę Ukrainy masowo przybyli nie tylko studenci, ale także pracownicy naukowi Uniwersytetu.

Organizatorzy nie zdawali sobie sprawy, że podejmowane działanie jest pierwszym, nie tylko w skali Polski, ale też Europy, aktem poparcia rodzącej się rewolucji.

"Pomarańczowa wstążka solidarności, która oplotta kulę ziemską miała początek w Warszawie. Byt nią żywy łańcuch, który połączy! ambasadę Ukrainy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, zorganizowany przez tych samych studentów, którzy zorganizowali wcześniejszą, przedwyborczą, sobotnią manifestację. Ukraińcy nigdy o tym nie zapomną" - przekonywał wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego dr Rostysław Kramar podczas grudniowego panelu "Co z tą Ukrainą?", zorganizowanego przez studentów Wydziału Zarządzania.

Już następnego dnia manifestanci zebrani na ulicy Wiejskiej pod Sejmem mogli usłyszeć zachrypniętego od krzyczenia Jacka Kastelańca, który mówił "My, studenci warszawskich uczelni zwracamy się do polskich parlamentarzystów o zajęcie jasnego stanowiska wobec wydarzeń na Ukrainie". Takie było przesłanie apelu wręczanego polskim parlamentarzystom. W tych dniach podobne apele fot. Adam Polak zostały dostarczone do Pałacu Prezydenckiego, a także wręczone Rzecznikowi Praw Obywatelskich.

Udział Uniwersytetu w pomarańczowej rewolucji nie ograniczał się tylko do organizowanych przez studentów manifestacji. Z ich inicjatywy już 29 listopada za zgodą Rektora Uniwersytetu Warszawskiego, Piotra Węgleńskiego nad Bramą Główną Uniwersytetu zawisły ukraińskie flagi przepasane pomarańczowymi wstęgami. Zaś Parlament Studentów UW uchwałą z 1 grudnia wyraził poparcie dla Ukraińców walczących o demokracje na Majdanie w Kijowie.

Akty solidarności z narodem ukraińskim swoim zasięgiem przekroczyły granice Polski. Z Uniwersytetu Warszawskiego na Ukrainę dwukrotnie wyjeżdżały kilkunastoosobowe grupy studentów. Jedna z nich pojechała do Lwowa. Chcieli tam swoją obecnością podtrzymać mieszkańców miasta na duchu. Mieszkańców miasta, z którym łączy Polaków wspólna, często trudna w odbiorze, historia. Druga z grup dotarła aż do Kijowa, i na samym Placu Niepodległości opowiadali mieszkańcom namiotowego miasteczka o tym, co dzieje się w Warszawie.

Mury Uniwersytetu, po raz kolejny w swojej historii, stawały się raz po raz niemymi świadkami wydarzeń, które wpłynęły na jej bieg. Manifestacje, które poczynając od 22 listopada, miały miejsce codziennie, trzykrotnie odbyły się na terenie głównego campusu Uniwersytetu Warszawskiego.

Duży Dziedziniec, pamiętający wydarzenia Marca '68, doczekał się w wolnej Polsce legalnych, pokojowych demonstracji, podczas których świadomi, młodzi studenci manifestują swoje poparcie dla walki innego narodu o swoje prawo do wolności.

Za przykładem Warszawy ruszyły inne ośrodki akademickie. Czwartego grudnia równolegle odbyły się demonstracje w Warszawie, Krakowie, Lublinie, Olsztynie, Gdańsku i Przemyślu.

Po raz ostatni studenci zebrali się na Dziedzińcu Uniwersyteckim 21 grudnia, czyli równo w miesiąc po pierwszej powyborczej manifestacji. Wtedy też z manifestującymi był Rektor Uniwersytetu Piotr Węgleński. Zebrani studenci na długo zapamiętają słowa wypowiedziane wtedy przez Rektora: "To Wy tutaj jesteście gospodarzami. Ten Uniwersytet to wasze miejsce. Tutaj możecie nie tylko zdobywać wiedzę, ale także manifestować Wasze poglądy, walczyć o to, w co wierzycie".

"Profesor Węgleński zaanagażowaf się osobiście w działalność na rzecz demokracji na Ukrainie. Wystosował list do rektorów uczelni ukraińskich. Podpisał się też pod listem Konferencji Rektorów Akademickich Szkól Polskich i współtworzy! uchwałę KRASP." - opowiada Janek Gebert, jeden z organizatorów tamtej manifestacji. - "Organizując tę manifestację zależało nam na uzyskaniu jak największego poparcia ze strony władz Uniwersytetu. Chcieliśmy podkreślić, że jesteśmy ruchem studenckim, uniwersyteckim. Ponadto Uniwersytet Warszawski to historyczne miejsce: to tutaj nasi rodzice organizowali manifestacje, najpierw w '68 roku, potem na przełomie lat 70. i 80. Walczyli o to, żeby panujący ustrój liczył się z ich gtosem, czyli o to samo o co my walczyliśmy dwadzieścia lat później" - tłumaczy Janek.

Tego dnia także pomnik Studenta Warszawskiego otrzymał pomarańczowy szalik. Swoją drogą, jak to wśród braci studenckiej bywa, pomnik szybko pożyczył szalik komuś być może bardziej zmarzniętemu.

Po manifestacji pochód przeszedł pod Ministerstwo Spraw Zagranicznych, gdzie Rzecznik Ministerstwa Aleksander Chećko przyjął z rąk studentów lupę połączoną z apelem do polskich władz, aby te nie spuszczały uważnego oka z Ukrainy podczas powtórzonej drugiej tury wyborów. Lupa była także podziękowaniem studentów za pomoc finansową udzieloną przez Ministerstwo Polskiej Misji Obserwacyjnej. Należy zauważyć, że była to pierwsza manifestacja w powojennej historii MSZu, do której wyszedł przedstawiciel Ministerstwa.

Gdy jedni jeszcze manifestowali na ulicach Warszawy drudzy już szykowali wyjazd obserwatorów, jeszcze inni szykowali się do wyjazdu. Warto bowiem podkreślić, że spośród 230 obserwatorów, którzy z Wolną Ukrainą wyjechali na misję obserwacyjną byto bardzo wielu studentów, ludzi mł*odych. Jak szybko przekonali się młodzi organizatorzy, wiedzę zdobywa się nie tylko w murach uczelni. Chętnie więc korzystali z wsparcia udzielonego im przez Forum Polsko- Ukraińskie, Fundację im. R. Schumanna, Fundację im. S. Batorego, Grupę Zagranica i Związek Ukraińców w Polsce.

Rewolucja przyniosła zwycięstwo narodu ukraińskiego. Polscy obserwatorzy powrócili szczęśliwie do domów. Zaczęło się codzienne, studenckie życie. Nadszedł czas na szybkie nadrobienie nagromadzonych zaległości, tym bardziej, że wielkimi krokami zbliżała się sesja. Czy podczas zarywanych nad książkami nocy nigdy nie pojawiła się myśl, czy aby na pewno było warto... "Nie!"- odpowiadają zdecydowanie wszyscy pytani studenci - organizatorzy tak jesiennych manifestacji, jak i grudniowego wyjazdu. "Dla tych z nas, którzy dali sobie taką szansę, pomarańczowa rewolucja stata się czymś w rodzaju wydarzenia pokoleniowego. My już wiemy, że gdy dzieje się coś złego my nie musimy być pasywni, bezradni, obojętni. My nie damy sobie wmówić, że to nie nasza sprawa, że nic nie można zrobić. Udowodniliśmy, że wobec zta nie musimy być obojętni."

I chyba trudno się nie zgodzić, że to jest największa zdobycz pomarańczowej rewolucji dla nas - warszawskich studentów. W 1976 roku Jacek Kuroń po raz pierwszy powiedział że "nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy". Listopadowe i grudniowe wydarzenia są dowodem na to, że społeczność studencka w Polsce doceniła wagę tych słów i dobrze je zapamiętała. W piętnastoleciu odzyskania przez nasz kraj niepodległości młode środowisko akademickie dorosło do przynależnej mu od wieków roli. Powoli także u nas, jak we wszystkich wolnych krajach, to właśnie ono staje się strażnikiem sprawiedliwości społecznej. Kiedy przychodzi taka potrzeba potrafi zaprotestować, nawet wychodząc na ulicę.


© Uniwersytet Warszawski, Krakowskie Przedmieście 26/28, 00-927 Warszawa, tel. (centrala) +48 22 552 00 00, NIP 525-001-12-66
Wszelkie prawa zastrzeżone. Webmaster  Rzecznik prasowy  Administrator