Uniwersytet Warszawski
STRONA GŁÓWNA ZAMÓWIENIA PUBLICZNE POCZTA WYCIECZKA MAPA SPIS PRACOWNIKÓW ENGLISH VERSION SZUKAJ
REKRUTACJA O UNIWERSYTECIE OSIĄGNIĘCIA WYDARZENIA OGŁOSZENIA DLA KANDYDATÓW DLA STUDENTÓW DLA ABSOLWENTÓW STUDIA PODYPLOMOWE STUDIA DOKTORANCKIE DLA PRACOWNIKÓW PRACA NA UW DLA PRASY
jakosc UNICA
UNIWERSYTET OTWARTY BIBLIOTEKA UNIWERSYTECKA KULTURA.UW RADIO KAMPUS AKADEMICKA TELEWIZJA NAUKOWA (ATVN) WYDAWNICTWA UW KSIĘGARNIA LIBER UNIWERSYTECKI OŚRODEK TRANSFERU TECHNOLOGII CENTRUM SPORTU I REKREACJI UW INTERNET PUBLIKACJE PISMO UCZELNI
[Drukuj]
Bohaterowie i uczeni od wymoczków

Robert Gawkowski



Kilka dni przed wybuchem Powstania Styczniowego w Szkole Głównej (pod taką nazwą funkcjonował Uniwersytet Warszawski w latach 1862-69) odbyło się tajne zebranie studentów. Miano na nim zadecydować czy uczelnia, jako instytucja, przystąpi do insurekcji. Gabinet Zoologiczny z czasów Benedykta Dybowskiego. Nie zdecydowano i uczestnicy spotkania rozeszli się bez wyraźnej uchwały. Większość mądrze argumentowała: "Możemy pójść i wyginąć, ale nie chcemy przykładać ręki do zburzenia instytucji, która nie tylko do nas ale i do przyszłości należy". Mniejszość rozsądnych rad nie posłuchała i wciągu kilku dni po kryjomu opuszczała Warszawę przemykając do okolicznych lasów. Dwa lata później gubernator Fiodor Berg informował cara Aleksandra II, że ogół studentów nie dał się wciągnąć do powstańczej rewolty. To co w ustach rosyjskiego generała mogło by uchodzić za pochwałę, dla Polaków było obrazą. Na wieść, że Szkoła Główna do powstania nie przystąpi, studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego złośliwie przesłali do Warszawy "symboliczny dar w postaci babskiego wrzeciona", zaś Komitet Centralny groził, że "ogłosi całą Szkolę Główną za zdradzającą sprawę narodową". 22 stycznia 1863 r. powstanie wybuchło. Z pozoru na warszawskiej uczelni życie naukowe toczyło się normalnie. Zajęcia odbywały się według rozkładów. Profesorowie zaś jak gdyby nigdy nic, wyjeżdżali w celach badawczych do innych uczelni. I tak profesor Wydziału Lekarskiego Polikarp Girsztowt wizytował podległe mu placówki w terenie, młody profesor prawa Henryk Wyziński wyjechał "w celu dokształcenia się", a profesor zoologii Benedykt Dybowski przywoził z Uniwersytetu Kijowskiego dla Szkoły Głównej przeszło metrowej długości okaz rzadkiej ryby jesiotrowej z Dniepru". Był to czas gdy uniwersytecki Gabinet Zoologiczny liczył mnóstwo fascynujących wypchanych okazów zwierząt - ot, choćby eksponat antylopy Suhaka, spreparowany wprawną ręką przez pracownika Gabinetu Zoologicznego Stanisława Wysockiego, któremu pomagał nieznany z nazwiska, uczelniany woźny Tomasz. Byli też tacy pracownicy, którzy właśnie w dobie powstania zachorowali, i aby leczyć się otrzymywali urlopy z uczelni. Ot, choćby fizyk i astronom Adam Prażmowski. Aby jeszcze bardziej udokumentować lojalność uczelni, władze carskie zażądały od wykładowców (tak jak od wszystkich urzędników państwowych) deklaracji wiernopoddańczej. Deklaracje podpisano. Benedykt Dybowski (1833-1931) Tymczasem ci bohaterscy studenci, którzy do powstania przystąpili ginęli jak muchy. Bili się mężnie i dzielnie, ale wobec wielokrotnie silniejszych, dobrze uzbrojonych i wyszkolonych sił rosyjskich nie mieli szans. Największy studencki oddział, w którym słuchacze Szkoły Głównej stanowili co najmniej 40%, został rozbity w puch 19 lutego 1863 r. pod Krzywosądzem (w okolicach Włocławka). Ci co przeżyli i nie wpadli w ręce carskiej armii cichaczem wracali... na pogardzaną przez nich wcześniej uczelnię. Było to możliwe, gdyż w owym czasie władze uniwersyteckie przez palce patrzyły na kilkumiesięczne nieobecności. Rektor Józef Mianowski nie dopytywał się o nic i jak mógł bronił zagrożonych studentów. Bo w rzeczywistości Szkoła Główna lojalna wobec cara nie była. Powstanie ciągle trwało i wchłaniało w swe szeregi coraz to nowych powstańców, także tych którzy nigdy nie wierzyli w jego sens. Szkoła Główna formalnie działała, ale były dni gdy "wykłady odbywały się pro forma w pustych zupełnie salach". "Ławy Szkoły Głównej naraz opustoszały. Rozbiegliśmy się wszyscy jak kuropatwy po strzale myśliwego" -wspominał ówczesny student Aleksander Kraushar. Spokój był tylko pozorny.
Po wielu latach, gdy nie groziły już carskie represje okazało się jak wielu pracowników i studentów uczelni zaangażowanych było (choć być może bez wiary w powodzenie) w prace powstańczych komórek. Za wyjazdami profesora Girsztowta kryło się organizowanie powstańczych szpitali, Wyziński współpracował z Hotelem Lambert, a leczenie zagraniczne było dla astronoma Praż-mowskiego pretekstem do kontaktów z powstańczą emigracją. Wielka ryba była tylko przykrywką dla prawdziwej misji Dybowskiego, który do Kijowa jeździł z rozkazami Rządu Narodowego. We wspomnianym Gabinecie Zoologicznym odbywały się potajemne spotkania sekretarzy powstańczych, a w antylopie Suhaka zaszyte były najważniejsze dokumenty powstańcze. Do organizacji narodowej należeli zarówno profesor Dybowski, preparator Wysocki, jak i woźny Tomasz..
Niektórym pracownikom uczelni szczęście dopisało i po upadku powstania dalej prowadzili zajęcia w Szkole Głównej. Profesor medycyny Girsztowt Polikarp, swą działalność w powstaniu zataił. Podobnie zrobił prawnik Antoni Okolski, a wykładowca medycyny Tytus Chałubiński, mimo że był nawet aresztowany, na uczelnię wrócił po wstawiennictwie rektora Mianowskiego, który zdołał "ułagodzić Moskali".
Inni szczęścia mieli mniej. Aresztowany w czerwcu 1863 r. dziekan prawa Jan Kanty Wołowski został wywieziony do Penzy i tam po kilkunastu miesiącach zmarł. Profesor medycyny Włodzimierz Dybek (w rządzie Romualda Traugutta dyrektor Wydziału Spraw Wewnętrznych), mimo że niczego mu nie udowodniono, 6 lat spędził na zesłaniu w Ufie. Wspomniany Benedykt Dybowski o aresztowaniu był uprzedzony, dzięki czemu mógł zatrzeć dowody swej działalności. Jak wspominał: "wspólnie z Wysockim oczyściliśmy salę wykładową, obejrzawszy najdokładniej, ażeby nie zostały jakie papiery bądź w ławkach, bądź w piecu, to samo wykonaliśmy w pracowni preparatora, oczekując przypuszczalnej policyjnej rewizji". Donosy sprawiły jednak, że i Dybowski nie uniknął zsyłki na Sybir.
Powstanie upadło. Miejsce Dybowskiego w Gabinecie Zoologicznym zajął August Wrze-śniowski. Dla władz rosyjskich nie był podejrzany - ot, niegroźny uczony piszący "Historię naturalną wymoczków".
Tymczasem Wrześniowski zdobył sobie zaufanie studentów. Całymi latami wszczepiał im zamiłowanie do nauki i pogląd, że swą mądrością najlepiej służyć będą ojczyźnie.
Nie zauważono, że dla społeczności Szkoły Głównej etap bohaterskich zrywów już minął. Zaczęła się era pracy organicznej, w którą znakomicie wpisywał się profesor Wrześniowski.
© Uniwersytet Warszawski, Krakowskie Przedmieście 26/28, 00-927 Warszawa, tel. (centrala) +48 22 552 00 00, NIP 525-001-12-66
Wszelkie prawa zastrzeżone. Webmaster  Rzecznik prasowy  Administrator